Ósemka idzie do lekarza. Lekarzu lecz się sam!

Dyskusje na temat typu 8

Mój stosunek do wizyt lekarskich i brania leków

Chodzenie do lekarza jest mi obojętne, trzeba to idę, wielkie mi coś?
10
56%
Łapiduchów posłałbym we wszystkie diabły
6
33%
Lubię lekarzy, pobawić się w doktora także lubię :)
2
11%
 
Liczba głosów: 18

Wiadomość
Autor
Awatar użytkownika
Kapar
VIP
VIP
Posty: 2314
Rejestracja: czwartek, 21 sierpnia 2008, 13:15
Enneatyp: Szef
Lokalizacja: DownUnder
Kontakt:

Ósemka idzie do lekarza. Lekarzu lecz się sam!

#1 Post autor: Kapar » piątek, 22 stycznia 2010, 06:48

Chciałbym zapytać jaki Wojownicy mają stosunek do lekarzy? Czy nie lubicie wybierać się do lekarza? Jak się czujecie z braniem leków?

Ja bardzo, bardzo nie lubię. Najpierw jednak muszę uprzedzić. Szanuję ich wysiłek ludzi studiujących medycynę, medycyna jest dla mnie fascynująca. Jeśli jednak miałbym sam zostać lekarzem, to tylko patologiem i kroić trupy :D Wiem, że są jeszcze dobrzy lekarze niedobitki, tacy z ludzkim podejściem. Nie zmienia to jednak mojego obrazu łapiduchów.

Nie lubię chodzić do lekarza, bo nie potrafię w żaden sposób zaufać komuś, kto niby ma dużą wiedzę na temat mojego ciała ale kto właściwie zgaduje co mi jest. Dobra diagnoza, nawet jak jest to kwestia przeziębienia czy zapalenia płuc, jest cholernie trudna. Wchodzę do gabinetu, typowy wywiad wstępny, odbywa się jednak z prędkością karabinu maszynowego, tak, że mi trudno nadążyć za pytaniami. Bo przecież następni pacjenci czekają w poczekalni. Jak nie ma normalnego kontaktu to i przecież o dobrą diagnozę trudno...
Odnośnie zgadywania, takie miałem wrażenie chodząc do lekarzy właśnie. Oni zgadywali co mi jest, podawali jakieś leki na kilogramy z tekstem "przyjdzie za tydzień na kontrolę". Nie wiem po co? Żeby zobaczyć, czy jeszcze żyję? Wiadomo, zobaczy się, czy lek zadziałał, jak nie to zmienimy. A wątroba wysiada w międzyczasie od całej chemii. Jest jeszcze rodzaj lekarzy łasych na kasę, też takich spotykałem, co mnie wysyłali od jednych badań do drugich, żeby przyszedł z wynikami i płacił za kolejną wizytę, potem brak diagnozy, więc kolejne badania. Wysłałem ich w cholerę wszystkich, bo wrażenie miałem, że kolesiowi niespecjalnie zależy na wyleczeniu mnie. Można by tak jeszcze psioczyć na lekarzy długo, nie o to jednak chodzi w tym wątku.

Klimat to o czym mówię oddaje początkowy kilkudziesięciosekundowy kadr z filmu "Pora umierać" Doroty Kędzierzawskiej. Obejrzałem ten film wczoraj i częściowo mnie ten fragmencik zainspirował do założenia tematu.


Jaki związek ma moja niechęć do lekarzy i moim byciem ósemką?

Nie potrafię oddać siebie komuś pod pieczę, jeśli ta osoba wydaje mi się niekompetentna w tym co robi!
Tak właśnie jest z większością lekarzy. Starają się może ale im to nie wychodzi za specjalnie.

Świadomość tego, że coś mi dolega bardzo na mnie źle wpływa. Czuję się przez to słaby, choroby więc zwalczam złością na zarazki itp, na sam fakt, że coś mi dolega :P Jeśli moja "medycyna naturalna" :) nie zadziała to pojawia się wizja odwiedzenia gabinetu lekarskiego jako mniejsze zło. Sama ta wizja sprawia, że się nieprzyjemnie czuję
Ostatnią rzeczą w moim życiu będzie poddanie się jakiejś chorobie, nigdy! Najpierw będę się starał zwalczać ją jednak sam.

Poczucie bycia zależnym od czyichś decyzji i od leków.
Nie znoszę myśli, że moje samopoczucie może być jakoś zależne od tych czynników. Źle się czuję wiedząc, że ja cały jestem zdany na jakiegoś lekarza.

Lekarze nie wzbudzają we mnie szacunku, bo rzadko sami go okazują biorąc pod uwagę naturę tej specyficznej relacji międzyludzkiej. Chodzi mi o traktowanie jak z klipu powyżej, mechaniczne i bezosobowe. Zdarzają się niezłe skurczybyki. Wydaje mi się, że rozumiem skąd to się bierze wszystko ale usprawiedliwieniem to żadnym nie jest ;/

Przykładem z życia wziętym ósemki i stosunku lekarzy jest historia Jacka Kaczmarskiego, który odmawiał pomocy lekarzy i leczenia swojego raka ich metodami. Inną sprawą jest do czego to doprowadziło. Mój dziadek ósemka miał w sumie podobną historię, także umarł szybciej na raka, bo nie chciał chodzić do lekarzy i siedzieć po szpitalach, brać leków. A leczenie pewnie by mu jakoś pomogło.
Idę sobie do lekarza ostatnio i babka zaczęła mnie pytać o różne bzdety, skąd jestem, co robię w Australii, jaką mam orientacje seksualną, czy ćpam, żeby wstukać do komputera. Zapytała także ile piję i jak często. Później coś o moje samopoczucie, jak jej odpowiedziałem, to mnie skwitowała tak: jak tyle pijesz to się nie dziwie, że tak się czujesz - chamskim tonem. A ja wcale często nie piję, tylko się nie ograniczam w ilości jak już zacznę, bo mogę :P Głupia baba, czułem się fatalnie przez zatrucie pokarmowe i jej się nie odgryzłem, nie miałem siły z nią dyskutować. Zadaje osobiste pytania, żeby później takie teksty walić. A teraz żałuje cholera, że jej nie dogadałem :evil:

Macie jakieś inne przykłady? :lol:

Jak to jest, gdy ósemka ma iść do lekarza? ;>



Awatar użytkownika
Mietła
VIP
VIP
Posty: 977
Rejestracja: wtorek, 22 września 2009, 16:23
Enneatyp: Szef

Re: Ósemka idzie do lekarza. Lekarzu lecz się sam!

#2 Post autor: Mietła » piątek, 22 stycznia 2010, 10:58

A kto lubi? Chodzę jak już muszę, bo nie daję sobie z czymś sama rady. A dużo potrafię wytrzymać, więc nie widać mnie u lekarza zbyt często. Zresztą zawsze jak już pójdę to mi coś znajdą - a to że zatoki, a to że anemia. I za każdym razem dokładają mi jakiś badziew, którego muszę pilnować do końca życia.

Co do fragmentu filmu - jak jest jakaś franca albo dziadyga niemiła/-y, to następnym razem idę do innego. Z jednej strony jestem w stanie zrozumieć ich podejście, patrząc na sporą grupę ludzi, którzy z katarem lecą po antybiotyk i dodatkowo pouczają lekarza co im może przepisać a co nie (mieszkam z taką laską - dziwię się, że jeszcze ma prawo wstępu do przychodni).
baby_kapar pisze:Jaki związek ma moja niechęć do lekarzy i moim byciem ósemką?
1. Przecież nawet jak coś mi jest to i tak sobie wmawiam, że nic mi nie jest. Jeśli do głosu dochodzi biadoląca rodzinka (że leki tańsze od pogrzebu, lepiej wyjdzie jak się wyleczę), to tym bardziej wmawiam wszystkim, że nic mi nie jest.
2. Wychodzę z założenia, że jest wiele ludzi, którzy bardziej potrzebują tych 10 min u lekarza ode mnie, po co mam im zajmować kolejkę?
3. Te kolejki! Na samą myśl o nich czuję się zdrowiutka. Nienawidzę czekać w kolejce do lekarza, zazwyczaj są jakieś godzinne opóźnienia, do tego stare baby lamentujące nad losem wnuczków. O k... nigdy w życiu!

Kaczmarski jest przykładem zachowania skrajnie ekstremalnego. Moim zdaniem głupiego i nieodpowiedzialnego. Ludzkie ciała się psują, trzeba je naprawiać, ale nie ma sensu lecieć z każdą bździną i wołać o pomoc, kiedy możemy pomóc sobie sami.

mirtille
Posty: 67
Rejestracja: środa, 11 listopada 2009, 14:05
Enneatyp: Szef
Lokalizacja: Kraków

Re: Ósemka idzie do lekarza. Lekarzu lecz się sam!

#3 Post autor: mirtille » piątek, 22 stycznia 2010, 22:49

Jak trzeba to chodzę. To znaczy, jak mam wysoką gorączkę, dreszcze i mięśniobóle. Leki mam przecież i tak w domu, więc przy drobniejszych sprawach radzę sobie sama. Są jednak sytuacje, w których wymagane jest specjalistyczne leczenie. Na przykład banalny trądzik młodzieńczy, nieleczony potrafi ciągnąć się u pewnych ludzi, których znam, a są koło 50. Nie wspominając o paskudnych bliznach, które widać zwłaszcza przy jasnej karnacji. Wtedy trzeba przeprosić się ze wstydem i zaufać komuś, kto skończył w tym kierunku specjalistyczne studia.
8 w 7

Snufkin
Posty: 5625
Rejestracja: piątek, 4 kwietnia 2008, 14:28
Enneatyp: Obserwator

Re: Ósemka idzie do lekarza. Lekarzu lecz się sam!

#4 Post autor: Snufkin » sobota, 23 stycznia 2010, 11:07

.
Ostatnio zmieniony niedziela, 18 kwietnia 2010, 12:40 przez Snufkin, łącznie zmieniany 1 raz.
5w4, sp/sx/so
ILI - Ni, DCNH - CT(H)

Pablo
Posty: 1892
Rejestracja: piątek, 11 stycznia 2008, 00:12
Enneatyp: Szef

Re: Ósemka idzie do lekarza. Lekarzu lecz się sam!

#5 Post autor: Pablo » niedziela, 24 stycznia 2010, 11:37

Fajny temat :)
Świadomość tego, że coś mi dolega bardzo na mnie źle wpływa
Ja bym powiedział - nie zauważam dopóki nie zaczną się prawdziwe problemy
Lekarze nie wzbudzają we mnie szacunku
Poczucie bycia zależnym od czyichś decyzji i od leków
A żebyś wiedział, bardzo różnie można trafić tym bardziej jak nie masz niczyjego polecenia. Jak w 2001 studiowałem medycynę przez rok to i wtedy jeszcze nie było na tych studiach żadnej psychologii, mało było praktyk z pacjentami - a takich face to face z pacjentem to wogóle można było zapomnieć (poza stażem po studiach). Dopiero potem zmiany do tego wprowadzili i min. psychologia się pojawiła. Z innej strony to będąc na AM poznało się trochę przez ten rok z.... powiedzmy około 40 osób i dałbym im taki rozkład:
50% chciała po prostu pomagać ludziom w przyszłości, jakieś 20% to byli karierowicze życiowi, reszta przyszła na studia tak z braku większej orientacji bo ciekawił ich zawód widziany w telewizji albo praktykowany przez kogoś z dalszej rodziny czy sąsiada. Więc średnia nie jest taka zła ;) znieczulica zawodowa zawsze będzie, chociaż ja już bym wolał zimnego psychopatę który wie kiedy należy uciąć, kiedy i co podać żeby wyleczyć niż kogoś kto będzie się bawił w zdobywanie mojego zaufania - ie idzie to nijak w parze z profesjonalizmem a i tak nikt nie lubi jak przy nim manipuluje, nawet najbardziej zaufany lekarz. Lekarzy lubią chyba tylko starsze osoby którym się nudzi żeby wpaść i pogadać bardziej niż się wyleczyć.
Snufkin pisze:Z góry uprzedzam, że nie przeczytałem tematu bo mi się nie chciało. Powiem tylko, że mój wujek 8w7 sam był lekarzem i całe życie żył bardzo niezdrowo
Oj znam z życia ładnych parę przypadków między 8-kami to potwierdzających.

Co do lekarzy to jestem z lekarskiej rodziny więc większość życia pomoc na tym gruncie miałem z domu, no ale jak się poszło do na studia a potem do stałej pracy to się trochę zmieniło, w każdym razie w drobnostkach jak trzeba było przynosić zwolnienie nie chcąc tracić z urlopu na żądanie.
Ale ogólnie to pierdołami nigdy się nie przejmowałem, niektórzy nawet na ból głowy biorą prochy, czy profilaktycznie - witaminę C na jesieni i w zimie bo mało jej jest w przechowywanej żywności ja nie zwracam na to uwagi, chociaż przekonałem się do łykania magnezu ostatnio - jak człowiek jest ospały i zdekoncentrowany - różnica jak się ma niedobór a jak nie jest bardzo duża zresztą parę osób z otoczenia potwierdziło jak im to zaproponowałem i skorzystali kiedy czuli się jak chodzące zwłoki. Prochów zawsze unikałem, chociaż unikanie to nie jest dobre określenie, raczej po prostu ignorowałem je wierząc że dojdę sam do siebie. Z drugiej strony nawet chorując popalałem fajki więc nie było to też z motywów prozdrowotnych że niby chemia szkodzi wątrobie.

Co do lekarzy poza rodziną to decyduję się na nich tylko jak już nie da się obejść. Na przykład: strzelam sobie z silnego pneumatyka typu PCP, idzie rykoszet i nagle okazuje się że śrut mam wbity w nogę (raz tak miałem) i lepiej tego nie ruszać samemu - tu trzeba specjalnych narzędzi żeby nie zainfekować rany. Ostatnio tak naprawdę mnie połamało rok temu - po 2 kilometrowym spacerze w temp. - 8 stopni bez dodatków typu czapka, rękawiczki czy szalik, właściwie to w samym podkoszulku pod kurtką - tak mi po tym gardło połamało parę dni później że musiałem skoczyć po jakieś antybiotyki, które zresztą trzeba było 3 razy zmieniać bo nie działały. W życiu nie miałem takiej anginy, głos mi się tak zmienił na ten czas że ludzie przez tel. go nie poznawali. W tym czasie dowiedziałem się też że wypicie jednej szklanki płynu to około 30 skurczów przełyku - tyle byłem w stanie w ciągu dnia wyrobić bez środków przeciwbólowych, więc nie problem było to policzyć jak każdy taki skurcz przypominał dotykanie gardła od środka rozpalonym żelazem ;) - jeszcze jak dodasz do tego prawie 40 st. gorączki i fakt że pijesz jedną szklankę mleka na dobę, bo więcej nie dasz rady z bólu, to trzeba coś z tym zrobić bo nie ma siły żeby wyzdrowieć i się normalnie regenerować prawie niczym się nie odżywiając (a jak wyszczupleć przez to piorunem można - polecam jak się trafi! ;) ).
Tego typu przypadki jak się trafiają to się dopiero decyduję na wizyty, pierdoły typu przeziębienie, grypa, które same przechodzą - nie korzystam wtedy z żadnej pomocy, chyba że się rozwinie w coś poważniejszego albo ludzie z roboty mnie nie wygonią żebym ich nie pozarażał.
I właśnie tu chcę ostrzec parę osób - jakieś 4 miesiące temu siostrzenica mojej koleżanki z pracy dostała jakichś dziwnych dolegliwości. Młoda energiczna dziewczyna, nagle zaczęła być osłabiona, senna, miała sytuacje że szła i potrafiła się nagle przewrócić. Doszły do tego problemy ze snem i koncentracją. Nie wiedzieli co jest grane, myśleli że to jakieś niedobory ale suplementacja nie pomogła. Wozili dziewczynę przez 3 miesiące po różnych klinkach i szpitalach, robili setki badań ale nic nie mogli wymyśleć - nie wiem co z nią jest teraz ale wiem że musiała studia przerwać przez to. Potem doszli że to powikłania pogrypowe - jak sobie o tym poczytałem to mi kopara opadła. Normalnie nie wygląda to aż tak strasznie ale z tego co mi Z. opowiadała w praktyce to hardkor. Nie tylko dla chorego, dla rodziny też. Bomba zegarowa.

Słyszałem też o 3 przypadkach ludzi z kręgu znajomych co sie przed 30-tką z nowotworami zmagało, a gadki o tym krążyły o tym z użyciem tak profesjonalnych określeń i czynności że byłem pewny że mówią prawdę. Moja koleżanka (24 lata) raz miała nakaz powycinania sobie przebarwień na skórze bo były to formy prekancerogenne czerniaka. Mnie samemu wyskoczył na plecach z pół roku temu taki mega czarny pieprzyk wyglądający jak spalona skóra He he nie wiem czy opisywałem tu gdzieś jaką manianę odwaliłem w trakcie zabiegu jak okazało się, że żeby to przebadać trzeba to ze skóry wyciąć?
Wtedy nie wydawało mi się to śmieszne teraz to :lol:

A Kaczmarski głupio zrobił że nie leczył nowotworu - co mu to dało? Choćby łykał (nawet nie wkuwał) jakąś chemię to by mógł dłużej pociągnąć. Inna sprawa że jak miałby na terapii pędzić żywot człowieka szpitalnego to zrozumiałbym to.

Awatar użytkownika
atis
Posty: 2788
Rejestracja: czwartek, 23 kwietnia 2009, 20:58
Enneatyp: Szef
Lokalizacja: różowy balonik

Re: Ósemka idzie do lekarza. Lekarzu lecz się sam!

#6 Post autor: atis » niedziela, 24 stycznia 2010, 14:51

Tak się złożyło, ze mam dwie przyjaciółki ósemki (jedna 100% i po tescie, druga na 90%, pozostałe 10 to 7w8) i obie w mniej wiecej podobnym czasie dopadly problemy z zolądkiem;

Pierwsza ruszyła do lekarza tak jakoś po roku problemów, ktore sie ciągle nasilały, a ponadto prawie kazdego wieczoru mdlała - mama jej przyjaciółki, będąca pielegniarką, SIŁĄ zawlekla ją do osrodka zdrowia (moje prosby, blagania, awantury i obrazanie sie, ze mnie nie slucha rzecz jasna nie skutkowaly). Oczywiście okazalo się, ze poszla do lekarza troche za pozno i zakazenie bakteria, ktorego normalnie pozbylaby sie w niecaly miesiac, jest leczone od polowy jesieni do chwili obecnej, czeka ją operacja i jeszcze do wszystkiego doszły problemy z tarczycą i nerwica. Z jednej jednak strony do lekarza isc nie chciala, a z drugiej - ich slowa traktuje jak swiete i dopoki sama lekarka nie kazala jej zaczac pic zielonej herbaty, to mowila mi wprost, ze wymyslam sobie bajki i ze nie ma zamiaru pic tego syfu; już nei będę wspominac o jej nastawieniu do medycyny alternatywnej i akupresury, którą wyprobowala dopiero gdy zwijala sie z bolu i blagala przez gg, zebym cos wymyslila, bo ona nie moze brac lekow przeciwbolowych.

Drugą do lekarza wypchneła równiez po jakims roku mlodsza siostra (nawiedzona, rozwrzeszczana paranoiczka z duza siłą przekonywania) i najpierw trafila na idiotę, który zle ją zdiagnozował (po wywiadzie 10-minutowym oglosil zespol jelita wrazliwego i przepisal stos leków), a po podjeciu leczenia zrobilo jej sie jeszcze gorzej i mimo jej niechęci do sluzby zdrowia w ogóle, rozpoczęła wedrówkę po osrodkach, szpitalach i rpywatnych gabinetach, a kiedy w koncu trafiła na badania, ktore byly jej niezbedne, wyszło ze jest bardzo ciezko chora i zle leki mogly ja przeniesc na tamten świat. Pierwsze co zrobila na poczatku tego roku, to wykupila prywatne ubezpieczenie, bo wczesniej w ciagu miesiaca na leki i lekarzy wydawała dobry 1000 zł i to zanim jeszcze stwierdzono, co jej jest.

Generalnie wniosek taki, ze ósemki beda udawaly miesiacami, ze jest ok, a nawet jak przestaną udawac, to i tak do lekarza nie pojdą 'bo to konowaly i naciągacze', a potem okazuje sie ze jest już bardzo powaznie i ze 'gdyby pani rok temu sie tu pojawila, to...'. Ale do bledu i wlasnej niewiedzy i tak sie nie przyznają, bo po co.
xxx xx/xx XXXx
Obrazek

Awatar użytkownika
Floydianka
Posty: 7
Rejestracja: sobota, 23 stycznia 2010, 10:16
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Re: Ósemka idzie do lekarza. Lekarzu lecz się sam!

#7 Post autor: Floydianka » niedziela, 24 stycznia 2010, 22:04

Mnie do żadnego konowała nikt nie zaciągnie z byle głupotą! Ooo nie! Prędzej pójdę do apteki, nakupię leków, wezmę dwie garści i stwierdzę, że choroba sama przyszła to i sama pójdzie ;) Nie pamiętam kiedy ostatni raz byłam u lekarza (oprócz dentysty), a wzorem w tej dziedzinie jest moja babcia, która szpital ostatni raz widziała, kiedy rodziła mojego tatę.
8w9

Awatar użytkownika
car II
Posty: 557
Rejestracja: piątek, 22 maja 2009, 18:35
Enneatyp: Indywidualista

Re: Ósemka idzie do lekarza. Lekarzu lecz się sam!

#8 Post autor: car II » środa, 27 stycznia 2010, 12:26

pochod_zdechlakow ale jesteście uparte osioły :D


Kto miał wyrostek wycinany? Przyznać się?
Podróżując na rumaku akceptowanych emocji, poszukując siebie wprowadzam do doliny łez,teorie sensu życia przez afirmację samego życia we wszystkich jego przejawach odbitych w zwierciadle sztuki.

Awatar użytkownika
Rinn
VIP
VIP
Posty: 695
Rejestracja: sobota, 21 czerwca 2008, 21:12
Kontakt:

Re: Ósemka idzie do lekarza. Lekarzu lecz się sam!

#9 Post autor: Rinn » środa, 27 stycznia 2010, 12:57

Moja kumpela podobnie - jakoś we wrześniu miała paskudny upadek z konia, po którym w krzyżu jej porządnie łupie do teraz i nie może przez to normalnie jeździć, narzeka na to, jęczy, ale do lekarza nie pójdzie, bo po co. :roll:
w lęku nie ma nic
czego trzeba by się bać

Awatar użytkownika
Mietła
VIP
VIP
Posty: 977
Rejestracja: wtorek, 22 września 2009, 16:23
Enneatyp: Szef

Re: Ósemka idzie do lekarza. Lekarzu lecz się sam!

#10 Post autor: Mietła » czwartek, 3 czerwca 2010, 21:09

Ósemka jutro idzie do lekarza i już jej się wydaje, że będzie uznana za histeryczkę, bo przecież ani kataru, ani kaszlu, tylko coś, czego nie widać...
K*rwa jak ja nienawidzę lekarzy!

Awatar użytkownika
lasuch
Moderator
Posty: 731
Rejestracja: sobota, 15 maja 2010, 10:50
Enneatyp: Szef
Lokalizacja: Bydgoszcz

Re: Ósemka idzie do lekarza. Lekarzu lecz się sam!

#11 Post autor: lasuch » czwartek, 3 czerwca 2010, 21:32

a wysypka na brzuchu i klatce piersiowej sama przejdzie? Na razie się powiększyła, ale może samo przejdzie...po co zaraz do szamana chodzić :D to pewnie nic wielkiego, a oni są tacy zajęci :P
8w7 SLE-Ti

yusti
Posty: 4664
Rejestracja: niedziela, 22 października 2006, 17:54
Enneatyp: Perfekcjonista

Re: Ósemka idzie do lekarza. Lekarzu lecz się sam!

#12 Post autor: yusti » czwartek, 3 czerwca 2010, 21:55

.
Ostatnio zmieniony piątek, 15 października 2010, 19:01 przez yusti, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Mietła
VIP
VIP
Posty: 977
Rejestracja: wtorek, 22 września 2009, 16:23
Enneatyp: Szef

Re: Ósemka idzie do lekarza. Lekarzu lecz się sam!

#13 Post autor: Mietła » czwartek, 3 czerwca 2010, 22:00

Właśnie nigdy nie chodziłam, ale teraz muszę, bo to, co się dzieje zaczyna przeszkadzać mi w życiu. A teraz mam dość ważny okres w życiu i nie zamierzam spieprzyć niczego, bo mój organizm ma jakieś odchyły. A poza tym ciało ma się tylko jedno, jeśli jako 22 latka stękam jak stara baba, to coś jest na rzeczy. Tylko dziwnie mi to wyszło akurat jak zaczęłam się normalnie odżywiać, przestałam chlać i palić jak smok ;)

yusti
Posty: 4664
Rejestracja: niedziela, 22 października 2006, 17:54
Enneatyp: Perfekcjonista

Re: Ósemka idzie do lekarza. Lekarzu lecz się sam!

#14 Post autor: yusti » czwartek, 3 czerwca 2010, 22:45

.
Ostatnio zmieniony piątek, 15 października 2010, 19:00 przez yusti, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Mietła
VIP
VIP
Posty: 977
Rejestracja: wtorek, 22 września 2009, 16:23
Enneatyp: Szef

Re: Ósemka idzie do lekarza. Lekarzu lecz się sam!

#15 Post autor: Mietła » piątek, 4 czerwca 2010, 12:26

Detoks był kilka miesięcy temu, bezobjawowy.

Już wiem, czemu tak nienawidzę lekarzy. Święte krowy leniwe. K*rwa jak ja nienawidzę służby zdrowia całej.

Jeden plus: jak się wkurwiłam, to mi wszystkie objawy przeszły od razu. Oby nie wróciły jak się uspokoję.


Najlepszym lekarzem jest farmaceuta!

ODPOWIEDZ