Sinusoida emocjonalna 6w5

Wiadomość
Autor
jazzek93
Nowy użytkownik
Posty: 6
Rejestracja: czwartek, 4 października 2012, 20:18
Enneatyp: Lojalista
Lokalizacja: Kraków

Sinusoida emocjonalna 6w5

#1 Post autor: jazzek93 » czwartek, 4 października 2012, 21:17

Witam wszystkich,

Jestem typem 6w5, co nieco poczytałem parę wątków na temat szóstki. Naprawdę nie mogę siebie ogarnąć. Moje myśli nie są ustabilizowane, nie mogę się skupić na tym co robię i co powinienem robić. Od paru dobrych lat z tym walczę, lecz nieskutecznie. Mam różne stany, przykładowo pól tygodnia w miarę ok, a druga połówka kompletny dół, brak wiary w siebie, myślenie o przeszłości, wytykanie sobie wszystkich błędów itp. To zazwyczaj jest przeplatane. Każdy dzień jest przeważnie dla mnie nudny, schematyczny, nie cieszę się z tego co robię, ani nawet swoich pasji czy osiągnięć. Tak wygląda prawie cały tydzień z wyjątkiem paru dni np. 2 lub 3 kiedy mój stan spada poniżej tej normy, a ten schemat prawie nigdy nie wzbija się ponad pozornie stabilną normę. Te zjawisko jest cykliczne i często lubi się powtarzać w ciągu roku. Mam dużo pasji i zainteresowań jednak to mi sprawia mało radości, bardziej jest po to, żeby się czymś zająć, niż żeby się z tego cieszyć. Mam znajomych, ale z większością nie utrzymuję kontaktu, bo mnie nie interesują, a tych co lubię też czasem olewam i jestem na nich zły za nic. Czasem wolę być sam i się nie odzywać, a kiedy indziej być w grupie fajnych osób. Jestem teraz w klasie maturalnej i co jakiś czas pojawiają się myśli, że nie dam rady dostać się na dobre studia dzienne. Ogólnie to mam wahania nastrojów, jestem neutralnie nastawiony do otaczającego mnie świata, czasem nawet olewam to co się dzieje, ale nieraz wystarczy jakieś głupie zdarzenie czy cokolwiek, co pojedzie mi po ego, po moich kompleksach, czy przykrych momentach, to staję się nerwowy, bezsilny, uległy, melancholiczny itp. a nie tak łatwo to podbudować wzwyż.

Także proszę o jakąś poradę jak można się z tym uporać, czy ktoś miał podobnie, albo wie coś na ten temat.
Z góry dziękuję.

poprawiłem ort. / łasuch



Awatar użytkownika
Memory
Posty: 943
Rejestracja: środa, 23 lipca 2008, 13:49
Enneatyp: Lojalista

Re: Sinusoida emocjonalna 6w5

#2 Post autor: Memory » niedziela, 7 października 2012, 11:54

Ja uważam, że niezbędne w tym przypadku powinno być udanie się do specjalisty. Najlepiej moim zdaniem najpierw do psychiatry, gdyż dzięki lekom możesz tymczasowo zaradzić tym depresyjnym stanom. Z lepszym nastawieniem możesz spokojnie wytoczyć wojnę problemom psychicznym. Potem dobrze byłoby wybrać się do psychologa, z którym wspólnie możesz zacząć pracować nad zaniżoną samooceną i apatią. Moja uwaga tylko, byś nie obdarzał od razu zaufaniem ich porady. Przede wszystkim uważaj na przepisywane leki. Bezwzględnie unikaj wszelkich benzodiazepinów, które działają jak narkotyki i bardzo szybko uzależniają (uciekaj bez zastanowienia przez takim lekarzem). Jeżeli chodzi o psychologów, to ja akurat nie miałam za dużo do nich szczęścia, ale nie warto się zniechęcać. Myślę, że przy odpowiedniej wytrwałości możesz trafić na takiego, który Ci pomoże.

Powodzenia.
6w7 sp/sx, EIE

jazzek93
Nowy użytkownik
Posty: 6
Rejestracja: czwartek, 4 października 2012, 20:18
Enneatyp: Lojalista
Lokalizacja: Kraków

Re: Sinusoida emocjonalna 6w5

#3 Post autor: jazzek93 » niedziela, 7 października 2012, 13:25

Dzisiaj już mi lepiej, ale wiem, że to za parę dni powróci. Byłem kiedyś u psychologa, ale są rzeczy o, których nie chcę po prostu mówić. To pomaga tylko, jeśli chcę się ktoś wygadać. Nie chcę brać żadnych leków, nie chcę być sztucznie pocieszany lub czymś faszerowany. Poza tym to byłby dodatkowy powód, żeby czuć się gorszy od innych. Zastanawiam się czy może to, że jestem 6w5 ma z tym jakiś związek. Jestem dwu biegunowy, mam 2 zupełnie przeciwne charaktery, jeden depresyjny, melancholiczny, a drugi odważny, pewny siebie. Ciągle coś zaburza równowagę pomiędzy tymi dwoma. Chciałbym dostać odpowiedź zupełnie nie związaną z lekarzami lub jakimikolwiek lekami. Liczę bardziej na naturalne metody i sposoby radzenia sobie z tymi przeciwnościami, ale nie mam pomysłów.

Awatar użytkownika
jouziou
Posty: 775
Rejestracja: czwartek, 30 kwietnia 2009, 23:07
Enneatyp: Indywidualista
Lokalizacja: Tarnów
Kontakt:

Re: Sinusoida emocjonalna 6w5

#4 Post autor: jouziou » niedziela, 7 października 2012, 14:20

jazzek93 pisze:Dzisiaj już mi lepiej, ale wiem, że to za parę dni powróci. Byłem kiedyś u psychologa, ale są rzeczy o, których nie chcę po prostu mówić. To pomaga tylko, jeśli chcę się ktoś wygadać. Nie chcę brać żadnych leków, nie chcę być sztucznie pocieszany lub czymś faszerowany. Poza tym to byłby dodatkowy powód, żeby czuć się gorszy od innych. Zastanawiam się czy może to, że jestem 6w5 ma z tym jakiś związek. Jestem dwu biegunowy, mam 2 zupełnie przeciwne charaktery, jeden depresyjny, melancholiczny, a drugi odważny, pewny siebie. Ciągle coś zaburza równowagę pomiędzy tymi dwoma. Chciałbym dostać odpowiedź zupełnie nie związaną z lekarzami lub jakimikolwiek lekami. Liczę bardziej na naturalne metody i sposoby radzenia sobie z tymi przeciwnościami, ale nie mam pomysłów.
no to zastanów się czy jesteś Szósteczką fobiczną czy kontrfobiczną (po tym twoim opisie sugeruje raczej to drugie), masz racje że nie chcesz tak od razu faszerowac się lekami itp. - może po prostu nie jest to konieczne i trzeba zaakceptowac i taki aspekt własnej osobowości, nie może być cały czas różowo, a jeśli jednak coś konkretnego sprawia że dostajesz tych spadków nastroju, to jeśli nie chcesz sie z nikim dzielić tym, musisz sam porozmyślać nad tymi czynnikami niszczącymi dobry nastrój i zastanowić się nad metodą naprawienia tego, kluczem do wyjścia z takiego marazmu jest praca i akceptacja pewnych rzeczy
Mój nick wymawia się JOŁZIOŁ nie juziu

Awatar użytkownika
kangur
Posty: 547
Rejestracja: wtorek, 22 lutego 2011, 19:38

Re: Sinusoida emocjonalna 6w5

#5 Post autor: kangur » niedziela, 7 października 2012, 15:04

praca
co się kryje pod tym słowem? To w końcu pracować, czy zaakceptować siebie ze wszystkimi wadami?

Awatar użytkownika
lasuch
Moderator
Posty: 731
Rejestracja: sobota, 15 maja 2010, 10:50
Enneatyp: Szef
Lokalizacja: Bydgoszcz

Re: Sinusoida emocjonalna 6w5

#6 Post autor: lasuch » niedziela, 7 października 2012, 15:50

człowiek powinien pracować nad rozwojem swojej osobowości całe życie,nie ważne czy ma sobie dużo do zarzucenia czy nie...samoakceptacja pomaga w rozwoju,myślę że Joł chodźi o to,że ma zaakceptować rzeczy których nie sposób zmienić,zaakceptować też swoje wady i mieć mocne postanowienie zmiany na lepsze tego co się da poprawić.
8w7 SLE-Ti

Awatar użytkownika
jouziou
Posty: 775
Rejestracja: czwartek, 30 kwietnia 2009, 23:07
Enneatyp: Indywidualista
Lokalizacja: Tarnów
Kontakt:

Re: Sinusoida emocjonalna 6w5

#7 Post autor: jouziou » niedziela, 7 października 2012, 23:30

kangurku jedno drugiego nie wyklucza, można próbować akceptować jednocześnie dopracowując to co "nie gra", choć być może warto to rozwinąć, co miałam na myśli: już sam fakt zajęcia się swoimi wadami, próbą zmiany, robieniem czegoś konstruktywnego odwraca uwagę od myślenia negatywnego o sobie czy skupianiu się na wadach, co samo w sobie nie sprawi że je zaakceptujesz, w momencie kiedy "walczysz" nie ma że się nie uda, bo nic nie tracisz a możesz zyskać - wiare w to że stać cie na wysiłek prowadzący do zmiany, to już samo w sobie tą zmiane w tobie rozpoczyna i niesie za sobą też tą akceptacje niezależnie czy osiągnie się cel (pozbycie się, zniwelowanie czy zmniejszenie natężenia oddziaływania na ciebie tych czynników dołujących), praca niesie ze sobą tą stopniową akceptację, najgorszy jest brak działania
Mój nick wymawia się JOŁZIOŁ nie juziu

Awatar użytkownika
SuperDurson
Moderator
Moderator
Posty: 2939
Rejestracja: sobota, 6 września 2008, 12:45
Enneatyp: Lojalista
Lokalizacja: Kraków

Re: Sinusoida emocjonalna 6w5

#8 Post autor: SuperDurson » piątek, 12 października 2012, 21:55

przyzwyczailem sie do tych skokow emocji, do blyskow paranoi, do chwil pustki i zwatpienia. to dla mnie normalne, to znaczy ze jestem jeszcze czlowiekiem. ze glowka dziala tak samo jak zawsze..

cos za cos.

jak narkotyki. widze klienta i rosnie we mnie dziki entuzjazm, energia, zdecydowanie, a 10 minut po spotkaniu wspominam cos i kojarze i boje sie nagle i chowam w sobie regujac tylko jak suchy automat.
nauczylem sie tylko udawac dookola ze wszystko jest tak jak powino byc. i znalazlem ludzi ktorzy wierza we mnie tak mocno jak ja w nich. dlatego wiem, ze kiedy mam powazne watpliwosci nalezy isc do rozgarnietej dziewiatki, wylozyc kawe na lawe i z ta opinia udac sie na spotkanie z jakas trojka. po solidnego kopa w dupe.
i do roboty. :-)


gwarantuje ci, ze jedna trzecia populacji tego swiata dalaby sobie reke uciac, aby miec w sobie az tyle skondensowanej pewnosci, wiary i sily ile ma kontrfobiczna szostka, kiedy czuje wsparcie i/lub swoje niepodwazalne kompetencje.


nasz statek nie ma wiosel i jest zalezny od wiatru, lecz kontrfobiczna projekcja to najwiekszy z mozliwych zagli.tylko twoj umysl moze nim ruszac. plyn w madrym kierunku.

znajdz wsparcie i zbuduj kompetencje.
..bo to czytasz ..bo Cię lubię ..bo myślisz samodzielnie!

sp/sx, 6w5 lvl 3-5
LIE Obrazek

jazzek93
Nowy użytkownik
Posty: 6
Rejestracja: czwartek, 4 października 2012, 20:18
Enneatyp: Lojalista
Lokalizacja: Kraków

Re: Sinusoida emocjonalna 6w5

#9 Post autor: jazzek93 » środa, 7 listopada 2012, 23:08

Nie pisałem tu już ok. miesiąc. W ciągu tego czasu, miałem dużo chwil rozmyśleń i przybicia. Nie pojmuję tego kompletnie skąd to się bierze. Czasem przez jakiś drobny szczegół, a czasem tak po prostu bez powodu. Cholernie nie lubię być olewany, pomijany, czy niedoceniany, lecz bardzo często się to zdarza. Dzisiaj nawet w gronie znajomych, nieco się od nich odseparowałem idąc w inne miejsce w tramwaju i słuchając muzyki, nie chciało mi się z nimi rozmawiać, lekko czując do nich oburzenie. Nawet się z nimi nie pokłóciłem, po prostu czułem się olany i wolałem siedzieć sam niż z nimi. To było nienaturalne zachowanie, ale myślę, że niektórzy są już do tego przyzwyczajeni, że mam takie fazy.

W szkole nie czuję więzi ze swoją klasą. Poza tym wiem, że oni też kumplują się ze sobą bardziej dlatego bo muszą, niż dlatego, że chcą. Każdy jest swojego rodzaju indywidualistą i każdy pochodzi z innych grup społecznych, mając inny pogląd na świat czy życie. Często ciężko jest się nam w czymś zgadać lub po prostu, część olewa wszystko co się wokół dzieje. Prawie nikt nie ma perspektyw na przyszłe życie. Jakaś koleżanka myśli o klubach, kolega o Hiszpanii, drugi o trawce, ktoś inny o meczach, ktoś tam o chlaniu i tak każdy jest zamknięty w swoim własnym świecie, łącznie ze mną. Jedyną rzeczą, w której jesteśmy wszyscy zgodni to uciekanie z lekcji. W sumie nie wiem czy cieszyć się, że to już ostatni rok, czy rozmyślać; stwierdzić fakt, ze mogło wszystko wyglądać inaczej. Ogólnie to zazwyczaj na lekcjach albo jestem odseparowany i słucham wykładów, albo udaję, że jestem szczęśliwy i staram się zajmować sferą społeczną, tak jest też dopóki znowu nie poczuję się olany, przez np. kolegę, który poświęca więcej uwagi komuś innemu. Klasa sama w sobie napawa mnie pesymizmem, tylko ja myślę o studiach i jako tako staram się przykładać do nauki, i tylko ja sam mogę sobie pomóc, a mam dużo materiału do ogarniania. Niestety jest też tak, że skoro połowa klasy ucieka z lekcji, a jest nas ok 16 to, aż mi samemu nie chce się zostawać. Mam czasem wrażenie, że moja klasa to takie "widmo" niby jest, ale tak naprawdę jej nie ma, a zwłaszcza wtedy jak nie przyjdą osoby bardziej przeze mnie lubiane. Bardzo mi się przez to odechciawa chodzić do szkoły, w ogóle czuję, że tu nie pasuję, i nieraz się zastanawiam co tu robię. Od razu wszystkiego się odechciewa. Nie wiem czy ktoś tak miał w szkole, ale naprawdę kijowa jest atmosfera w takiej społeczności.

Kolejnym moim zmartwieniem jest myśl, że skoro teraz nie daję rady i mam takie stany to co będzie jak skończę szkołę i zacznę życie zawodowe? Czy będę kiedykolwiek szczęśliwy? czy osiągnę coś w tym kraju? Czy znajdę w końcu swoje miejsce? Czy znajdę miłość swojego życia? Bo jak na razie uważam, że tylko to ostatnie mogłoby uleczyć moje chore fazy. Ciągle się zakochuje i odkochuje. Albo podoba mi się dziewczyna, którą znam tylko z widzenia, i zasmuca mnie fakt, że prawdopodobnie nigdy jej nie poznam lub gdy ją poznam okaże się nie tak fajna, jak w moich domysłach. Od razu powiem, że jestem nieśmiały tylko w stosunku do osób, które nie znam w ogóle, nie potrafię tak do kogoś podbić i od kopa powiedzieć "cześć, podobasz mi się" poza tym żyjemy w czasach, że takie zachowanie może być powodem do drwin, wyśmiania lub obgadywania. Potrzebuję luzu, żyje w pośpiechu i stresie, i nijak nie da się tego zmienić, przynajmniej narazie. Większość osób, które znam napawa mnie pesymizmem, rodzina, znajomi, kij wi jeszcze kto, wszyscy mnie na swój sposób wku.. Moim jedynym narkotykiem jest muzyka, nie jestem wstanie normalnie bez tego funkcjonować, jak gdzieś idę to tylko z słuchawkami w uszach, jakby nie mogąc już dłużej słuchać tego co mnie otacza, zatapiając się w swoim własnym świecie rozmyśleń. To mnie martwi, że stałem się taki oschły i sztywny w stosunku do otaczającego mnie świata i wiem, ze nie jestem jedyny, a więc czy ludzkość dąży do samodestrukcji emocjonalnej? Tak mnie jakoś wzięło do rozmyśleń, nieraz chcąc czy nie zaczynam wszystko analizować krok po kroku, ale nie będę się już dłużej rozpisywał w tym poście, ważne, ze jakoś rozładowałem nadmiar myśli. DZIĘKI.

Awatar użytkownika
Paweu
Posty: 297
Rejestracja: czwartek, 20 maja 2010, 00:31
Enneatyp: Perfekcjonista
Kontakt:

Re: Sinusoida emocjonalna 6w5

#10 Post autor: Paweu » czwartek, 8 listopada 2012, 19:13

Chyba wiem jazzek o co Ci chodzi.
jazzek93 pisze:Cholernie nie lubię być olewany, pomijany, czy niedoceniany, lecz bardzo często się to zdarza. Dzisiaj nawet w gronie znajomych, nieco się od nich odseparowałem idąc w inne miejsce w tramwaju i słuchając muzyki, nie chciało mi się z nimi rozmawiać, lekko czując do nich oburzenie.
Nikt nie lubi. Z tego co piszesz, to wynika że jeszcze chodzisz do szkoły. Z doświadczenia wiem, że okres nastoletni to jest najbardziej poje..ny okres w życiu i prawdopodobnie wina leży w głównej mierze nie u Ciebie, lecz w tym, co Cię otacza. Wszyscy inni prawdopodobnie są tak samo zagubieni w życiu jak Ty, tylko nikt o tym nie mówi. Ty także pewnie nie dzielisz się swoimi smutkami z ludźmi z Twojego otoczenia, i to jest całkiem normalne. Jak jesteś kontrfobiczną 6 to dam Ci radę. Miej po prostu centralnie wyje...e na swoje otoczenie i rób swoje. Też jeszcze jako małolat doszedłem do takiego wniosku, ale nie dlategoże wiedziałem, że tak będzie najlepiej, tylko tak po prostu czułem. Miałem kilku przyjaciół, z którymi trzymam się do dzisiaj, a wszyscy inni ludzie to po prostu były "jakieś osoby, które skądś tam znam" i nic więcej.
jazzek93 pisze:Dzisiaj nawet w gronie znajomych, nieco się od nich odseparowałem idąc w inne miejsce w tramwaju i słuchając muzyki, nie chciało mi się z nimi rozmawiać, lekko czując do nich oburzenie. Nawet się z nimi nie pokłóciłem, po prostu czułem się olany i wolałem siedzieć sam niż z nimi. To było nienaturalne zachowanie, ale myślę, że niektórzy są już do tego przyzwyczajeni, że mam takie fazy.
No i dobrze. Po co masz przejmować się ludźmi, których nie interesujesz? Jak mają Cię tam, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę, to Ty też ich tam miej.
jazzek93 pisze: Klasa sama w sobie napawa mnie pesymizmem, tylko ja myślę o studiach i jako tako staram się przykładać do nauki, i tylko ja sam mogę sobie pomóc, a mam dużo materiału do ogarniania. Niestety jest też tak, że skoro połowa klasy ucieka z lekcji, a jest nas ok 16 to, aż mi samemu nie chce się zostawać. Mam czasem wrażenie, że moja klasa to takie "widmo" niby jest, ale tak naprawdę jej nie ma, a zwłaszcza wtedy jak nie przyjdą osoby bardziej przeze mnie lubiane. Bardzo mi się przez to odechciawa chodzić do szkoły, w ogóle czuję, że tu nie pasuję, i nieraz się zastanawiam co tu robię. Od razu wszystkiego się odechciewa. Nie wiem czy ktoś tak miał w szkole, ale naprawdę kijowa jest atmosfera w takiej społeczności.
Standard, większość tak ma. Owszem, niektórzy chcą się wpasować w atmosferę i wyglądają lepiej niż reszta, ale Ty myśl o sobie. Dobrze, że myślisz o studiach. I nie daj się ściągnąć w dół przez tą szarą masę, która żyje z dnia na dzień, bo staniesz się taki sam, jak oni. Może masz kilku sprawdzonych przyjaciół, na których zawsze możesz liczyć, a jeśli nie to życzę Ci, abyś takich poznał, i z nimi się trzymaj. Z resztą żyj w dobrych stosunkach, ale nie wdawaj się z nimi w jakieś głębsze relacje, bo i po co?
jazzek93 pisze:Kolejnym moim zmartwieniem jest myśl, że skoro teraz nie daję rady i mam takie stany to co będzie jak skończę szkołę i zacznę życie zawodowe? Czy będę kiedykolwiek szczęśliwy? czy osiągnę coś w tym kraju? Czy znajdę w końcu swoje miejsce? Czy znajdę miłość swojego życia? Bo jak na razie uważam, że tylko to ostatnie mogłoby uleczyć moje chore fazy. Ciągle się zakochuje i odkochuje. Albo podoba mi się dziewczyna, którą znam tylko z widzenia, i zasmuca mnie fakt, że prawdopodobnie nigdy jej nie poznam lub gdy ją poznam okaże się nie tak fajna, jak w moich domysłach. Od razu powiem, że jestem nieśmiały tylko w stosunku do osób, które nie znam w ogóle, nie potrafię tak do kogoś podbić i od kopa powiedzieć "cześć, podobasz mi się" poza tym żyjemy w czasach, że takie zachowanie może być powodem do drwin, wyśmiania lub obgadywania. Potrzebuję luzu, żyje w pośpiechu i stresie, i nijak nie da się tego zmienić, przynajmniej narazie. Większość osób, które znam napawa mnie pesymizmem, rodzina, znajomi, kij wi jeszcze kto, wszyscy mnie na swój sposób wku.. Moim jedynym narkotykiem jest muzyka, nie jestem wstanie normalnie bez tego funkcjonować, jak gdzieś idę to tylko z słuchawkami w uszach, jakby nie mogąc już dłużej słuchać tego co mnie otacza, zatapiając się w swoim własnym świecie rozmyśleń. To mnie martwi, że stałem się taki oschły i sztywny w stosunku do otaczającego mnie świata i wiem, ze nie jestem jedyny, a więc czy ludzkość dąży do samodestrukcji emocjonalnej? Tak mnie jakoś wzięło do rozmyśleń, nieraz chcąc czy nie zaczynam wszystko analizować krok po kroku, ale nie będę się już dłużej rozpisywał w tym poście, ważne, ze jakoś rozładowałem nadmiar myśli. DZIĘKI.
Jak bym czytał o sobie parę lat wstecz. To co nas otacza jest po prostu chore. Jedni się temu poddają "bo takie jest życie" (i z tego miejsca pozdrawiam środkowym palcem tych wszystkich, którzy chcieli by bym też się do tego dopasował, bo przeszkadza im to, że w dupie mam to:D), a inni twardo się trzymają i pilnują swoich spraw, i życzę Ci, abyś zaliczał się do tej drugiej grupy. Zastanawiałem się, skąd to się bierze, taka postawa, że wielu młodych ludzi jest przerażonych tym, albo po prostu się temu poddali (chociaż nie dają tego po sobie poznać). Brak wsparcia ze strony rodziny to jedno, a system edukacyjny to drugie. Też w szkole nudziłem się jak cholera i tylko odliczałem ile jeszcze do dzwonka, choć nie zastanawiałem się, czemu tak jest, bo większość tak miała. Zauważyłeś, że w szkole uczą ludzi, bądźmy szczerzy, niepotrzebnych nikomu rzeczy? Co z tego, że młody człowiek po szkole zna historię rodu Piastów i Jagiellonów, wie co to jest podział mitotyczny i mejotyczny komórki, czy zna twierdzenie Pitagorasa (o ile nie zamierza zostać pracownikiem naukowym), a nie potrafi poprawnie napisać CV, dobrze się zaprezentować na rozmowie kwalifikacyjnej w pracy, czy wypełnić zeznania podatkowego? System edukacyjny zabija w młodych ludziach kreatywność oraz pasję, a nauka opiera się na zasadzie 3Z (zakuć, zaliczyć, zapomnieć). Ale Ty bądź mądrzejszy. Masz swoje cele, to dąż do nich i nie dawaj się przeciwnościom losu. I pamiętaj, że większość Twojego strachu, to tylko wytwory wyobraźni. Musisz nauczyć się podchodzić do życia na chłodno, i odrzucać emocje, które wszystko niszczą, a wtedy osiągniesz swój cel, czego Ci serdecznie życzę:)
Podobno 1w9 LIE

Awatar użytkownika
kangur
Posty: 547
Rejestracja: wtorek, 22 lutego 2011, 19:38

Re: Sinusoida emocjonalna 6w5

#11 Post autor: kangur » czwartek, 8 listopada 2012, 20:46

Zauważyłeś, że w szkole uczą ludzi, bądźmy szczerzy, niepotrzebnych nikomu rzeczy? Co z tego, że młody człowiek po szkole zna historię rodu Piastów i Jagiellonów, wie co to jest podział mitotyczny i mejotyczny komórki, czy zna twierdzenie Pitagorasa (o ile nie zamierza zostać pracownikiem naukowym), a nie potrafi poprawnie napisać CV, dobrze się zaprezentować na rozmowie kwalifikacyjnej w pracy, czy wypełnić zeznania podatkowego? System edukacyjny zabija w młodych ludziach kreatywność oraz pasję, a nauka opiera się na zasadzie 3Z (zakuć, zaliczyć, zapomnieć).
to co piszesz to podstawy podstaw. Kiedyś zdarzyło się tak, że ludzie na pierwszym roku medycyny ( :!: ) nie potrafili odróżnić faz mejozy na schematycznym rysunku... Jeśli tych informacji nie byłoby w zakresie szkoły średniej, studia trwały by wieczność (a i tak taka medycyna trwa 6lat, od tego roku 5), bo ludzie musieli by tą wiedzę posiąść. A i tak jak widać zdarzają się orły :D .
Pisanie CV ćwiczy się już w gimnazjum na j.polskim, wypełnianie PITu na lekcjach podstaw przedsiębiorczości w liceum.
Co do ostatniego zdania to się niestety zgadzam... Choć i to się zaczyna zmieniać jeśli chodzi o maturę rozszerzoną z chemii i biologii, tyle, że w szkołach uczą po staremu więc uczniowie muszą się tej kreatywności, wyciągania wniosków, dostrzegania zależności itp uczyć na dodatkowych lekcjach poza szkołą...
Jako ciekawostkę i dobry wrzocec do naśladownia podam niemiecką szkołę. Tam lekcja historii polega na dyskusji i omawianiu jak dane wydarzenie wpłynęło na dalsze losy kraju/świata. Dat się nie wkuwa, bo ktoś słusznie stwierdził, że o każdej porze dnia i nocy można je sprawdzić w internecie/encyklopedii i że nie na tym idea nauczania historii powinna polegać.

Awatar użytkownika
Paweu
Posty: 297
Rejestracja: czwartek, 20 maja 2010, 00:31
Enneatyp: Perfekcjonista
Kontakt:

Re: Sinusoida emocjonalna 6w5

#12 Post autor: Paweu » czwartek, 8 listopada 2012, 21:06

Ale chyba coś zaczyna się dziać w tym temacie. Co o tym myślicie? http://edukacjademokratyczna.pl/szkola-demokratyczna
Co o tym myślicie? Mnie się to podoba, tylko jak wiadomo, Polacy potrafią zepsuć wszystko i czy w takiej szkole wolność osobista uczniów nie będzie traktowana jako "hulaj dusza piekła nie ma" i nie wyjdzie z tego taki potworek jak z programu "Przyjazna szkoła" (czy coś takiego), gdzie z założenia miało się z uczniami rozmawiać, a nie karać, jeśli było coś nie tak, a efekt był taki, że dresiarstwo i inna patologia tam po prostu kwitła.
Podobno 1w9 LIE

Mirabelka250
Posty: 192
Rejestracja: piątek, 26 października 2012, 22:01
Enneatyp: Lojalista

Re: Sinusoida emocjonalna 6w5

#13 Post autor: Mirabelka250 » czwartek, 8 listopada 2012, 21:25

Po 1 zastanów się nad przyczyną tego, że czujesz się źle. Idę o zakład, że wszystko tutaj zależy od ludzi, ich nastawienia w stosunku do ciebie, tego jak się zwracają i zachowują - tak przynajmniej jest w moim wypadku i z tego co wnioskuję w twoim także (rozpisałeś sie sporo o swoich znajomych z klasy). Osobiście też czuje się smutna, gdy kontakty z innymi nie idą po mojej myśli, jednak staram się na to uodpornić.
Jesteśmy szóstkami, powinieneś więc już zauważyć, że miewamy dużo paranoi - nawet jeśli nie chcesz tego przyznać. Zawsze przyjaciółka mówiła mi, że przesadzam, gdy mówiłam jak źle ktoś się względem mnie zachował. teraz już wiem, że miała rację i chyba przesadzałam. Za każdym razem, gdy wyda ci się, że kolega krzywo się spojrzał, pomyśl sobie, że tak właściwie on też może mieć zły dzień. Ma problemy i w tym momencie myślał, o czymś innym. Myślę, że nie wszystko co cię uraża i sprawia że czujesz sie urażony/opuszczony jest prawdą, część na pewno sam sobie dopowiedziałeś ;) W ten sposób pewnie nadal będziesz się czuć trochę smutny, jednak może uda ci sie nabrać dystansu do pewnych spraw i swoich zachowań.
Po drugie nie przejmuj się innymi. Akceptuj ich, ich zachowania, jednak ty sam odpowiadasz za siebie. Możesz chodzić na lekcje, uczyć się, a jednocześnie być ich dobrym kolegą ;). Nie wiem, jak ty, ale ja ulegając komuś i robiąc coś co nie jest zgodne z moim przekonaniem czuję jakbym przegrała jakąś wewnętrzną bitwę ;)
6w5, LII

jazzek93
Nowy użytkownik
Posty: 6
Rejestracja: czwartek, 4 października 2012, 20:18
Enneatyp: Lojalista
Lokalizacja: Kraków

Re: Sinusoida emocjonalna 6w5

#14 Post autor: jazzek93 » piątek, 9 listopada 2012, 21:42

Dzisiaj nawet lajtowo. Prędzej czy później przychodzi moment stabilizacji samopoczucia, ale jednak to nigdy nie trwa długo, zazwyczaj mam dobre samopoczucie, kiedy dzień jest na plus, i jestem blisko wśród dobrze znanych mi osób, które lubię. Niestety ten stan przemija w sytuacjach kiedy dzień jest np. nudny, jednostajny, stresujący, samotnie spędzony. Tak jak już wcześniej wspominałem, powodem może być też np. olewanie - (kiedy ktoś rozmawia przy mnie na różne tematy pomijając, mnie przy dyskusji), szpanowanie - (czasem mam tak, że tracę wiarę w siebie gdy widzę, że komuś coś lepiej wychodzi, niż mi i się tym chwali publicznie), niedocenienie - (kiedy jestem pomijany, zostaje źle oceniony lub dostaję gorszy angaż, niż reszta; w jakiejkolwiek czynności). Takie rzeczy są prawie codziennie, a ja jestem na to cholernie wyczulony, bardzo łatwo jest mnie obrazić, ale większość osób pewnie nawet nie zdaję sobie z tego sprawy, że to zrobiło. Może bym się tak tym nie przejmował, ale mam bardzo wąskie grono "przyjaciół" z, którymi chce się zadawać, ale nawet przez nich czasem czuje się poniżony. Chciałbym znaleźć nowych znajomych, kompletnie nie związanych, ze środowiskiem które znam, coś zupełnie odmiennego, z którymi miałbym ochotę spędzać wspólnie czas, ale nijak mi się to nie udaje. Mam w sobie mało wiary, bo ciągle na mojej drodze stają rozczarowania i niepowodzenia. Najbardziej jestem smutny z tego powodu, że kiedyś jeszcze jak byłem dzieckiem, wyobrażałem sobie, że w przyszłości czeka mnie dużo ciekawych rzeczy i dróg do odkrycia, życie pełne optymizmu i dobrego samopoczucia, ale nie wyobrażałem sobie takiego scenariusza jak teraz. Wszystko legło w gruzach moje oczekiwania co do okresu dorastania, lata od wczesnoszkolnych to po prostu lipa, od gimnazjum wszyscy zaczęli mnie denerwować i irytować, i coraz bardziej zniechęcali do siebie. Nie wiem czy to ja byłem takim nudziarzem, czy po prostu wykraczałem poza kanon ich pojmowania, i miałem zupełnie inne podejście do życia, nikt nigdy nie zastanawiał się nad moimi problemami egzystencjonalnymi, a zarzucano mi, że mam zawsze kamienną twarz, która nie wyraża żadnych emocji, brak chęci do działania i moje zrezygnowanie. Tak dokładnie to ciągle się zastanawiam do tej pory co było prekursorem tego wszystkiego, jak to się zapoczątkowało, bo nie pamiętam dokładnie. Podsumowując wszystkie swoje wspomnienia doszedłem do wniosku, że podłoże problemu zaczęło się w pierwszych klasach podstawówki. Mianowicie w przedszkolu miałem przyjaciela, we dwójkę spędzaliśmy najwięcej czasu i tak było, aż do 3 klasy podstawówki, kiedy to zmieniłem szkole, 4 klasa nowa szkoła nowe twarze, ja nieśmiały i sam, poznałem wszystkich i się kumplowalismy, ale to była przyjaźń tylko taka szkolna, za murami szkoły już tak nie obowiązywała. Tak jeszcze chodziłem do 5 i 6 klasy i tu się zaczęły moje problemy miłosne, ta dziewczyna sprawiła, ze po raz pierwszy poczułem się beznadziejny i bezradny w stosunku do sytuacji. Pojawiły się moje kompleksy np. że jestem szczupły, że włosy mam nierówno, że zaczynam łysieć, że mi się wzrok wpizdzieć pogorszył itp. dla niektórych bzdety, ale ja tyle doświadczyłem, że zacząłem przykładać do tego wagę. W gimnazjum również miałem podobne sytuacje z dziewczynami, tak bardzo potrzebowałem miłości, że już wątpiłem w życie i, że kiedykolwiek będę miał w końcu wymarzoną dziewczynę, która ja chcę, a nie która "ma mokro" na mój widok, a mnie w ogóle nie interesuje. No, po gimnazjum się to trochę zmieniło, poznałem nowe osoby, znalazłem bardzo dużo pasji, o których nigdy nawet nie myślałem, stałem się bardziej otwarty, dostałem niewielkiego kopa optymizmu, zacząłem walczyć. Z tamtego okresu zostały mi jednak huśtawki nastroju, muszę coś ciągle robić, żeby nie zwariować, niestety prawie nic mi nie sprawia większej satysfakcji. Co prawda trochę zrobiłem progress przez najbliższe lata, ale teraz czuje, że znowu stoję w martwym punkcie. Jeśli chodzi obecnie o dziewczyny to tak mam zmąconą psychikę, ze już sam nie wiem czego chce, przestały mi się podobać prawie wszystkie dziewczyny z tamtych czasów i tu taki mindfuck, ale i tak nie utrzymuje już kontaktu, ze starymi znajomymi, zbyt bardzo się do nich zraziłem. Za to podobają mi się niektóre dziewczyny w mojej szkole i jest tyle do wyboru, ze sam już nie wiem, ale z drugiej strony, o ile możliwości do wyboru jest dużo, to możliwości do zapoznania jest 0 i mnie szlag trafia ;p bo teraz bym już tak nie spinał jak kiedyś. Nie zacznę rozmowy z kimś obcym, tak bez konkretnego powodu, poza tym boję się też odtrącenia. Za rok przepadnie życiowa szansa, żeby ją wyrwać, ale szczerze powiedziawszy znam ją tylko z widzenia i nie wiem jaka jest naprawdę, ale wydaje się być spoko. Męczy mnie bycie singlem, nie zaznawszy jeszcze miłości, a zaznawszy tyle bólu, cierpienia i smutku. Dzisiaj się też nieco rozpisałem, aby dociec przyczyn tego całego bajzelu w moim życiu. Czy to wszystko łączy ze sobą 6? Czy może jestem jakimś odmiennym ewenementem.

Mirabelka250
Posty: 192
Rejestracja: piątek, 26 października 2012, 22:01
Enneatyp: Lojalista

Re: Sinusoida emocjonalna 6w5

#15 Post autor: Mirabelka250 » sobota, 10 listopada 2012, 13:44

Wszystko siedzi w twojej głowie. Albo sam sobie w niej poukładasz albo zgłoś się do psychologa, jemu będziesz mógł się wygadać. Mam wrażenie, że ty już nie chcesz pracować nad sobą, tylko łatwiej ci zrzucić wszystko na typ 6.
6w5, LII

ODPOWIEDZ