Punkty integracji i dezintegracji 3

Dyskusje na temat typu 3
Wiadomość
Autor
Awatar użytkownika
chokureika
Moderator
Posty: 604
Rejestracja: niedziela, 11 listopada 2007, 23:25
Enneatyp: Indywidualista

Punkty integracji i dezintegracji 3

#1 Post autor: chokureika » niedziela, 13 września 2015, 17:37

Stres ( 3 wędrująca do przeciętnej 9)
Gdy Trójki za bardzo na siebie naciskają, ich poziom stresu może wykroczyć poza to, z czym zazwyczaj dają sobie radę. Gdy to nastąpi, mają tendencję, aby przejść na "autopilota", starając się po prostu minąć pewne rzeczy bez świadomości, w sposób przeciętnych dziewiątek. Trójka dążąca do Dziewiątki, będzie bardziej pasywna i zatapiająca się w rutynie. Traci skupienie i angażuje się w pracę, aby chociaż sprawiać wrażenie, że doprowadza sprawy do końca. Jeśli stres trwa, może stać się zamknięta, apatyczna i depresyjna, tracić zainteresowanie swoimi projektami i wycofywać się od ludźmi. Czuje tak mało energii i entuzjazmu, że po prostu chce, aby ludzie zostawili ją samą. Może stać się uparta i odporna na oferty pomocy, nie chcąc słyszeć, że ma problem.

Bezpieczeństwo (3 wędrujące do przeciętnej 6)
Trójki dokładają wszelkich starań, aby być dyplomatycznymi i dobrze wychowanymi. Nie chcą mówić rzeczy, które mogłyby odpychać ludzi, jeżeli nie są do tego zmuszone. Jednak, gdy Trójki czują, że ich relacje są bezpieczne, mogą być bardziej otwarte w wyrażaniu swoich obaw i frustracji. Mogą utrzymywać "pozytywny stan umysłu" cały dzień w pracy, by wrócić do domu i zrzucić swoje niezadowolenie na partnera. Uczucie zwątpienia, strachu, podejrzliwości, gniew spowodowany cudzą niekompetencją, może wypłynąć na powierzchnie.

Integracja (3 wędrująca do zdrowej 6)
Jeżeli Trójka odpuści strach przed porażką i byciem bezwartościową, zaczynie odczuwać mniejszą potrzebę konkurowania z innymi. Uspokaja się i zauważa, że czuje się najbardziej wartościowo, gdy pracuje wspólnie z
innymi, realizując wspólne cele (tak jak zdrowe szóstki). Uczy się swobodnie oferować wsparcie ludziom obecnym w ich życiu, ale co ważniejsze, także uczy się prosić o pomoc, kiedy jej potrzebuje. Trójki zazwyczaj są pod takim ciśnieniem, aby osiągnąć swoje cele (z małą pomocą lub bez niej), że podchodzą ze zdziwieniem i ulgą do tego, że inni są szczęśliwi, pomagając im w ich przedsięwzięciach. W skrócie, Trójki uczą się ufać innym i budować trwałe więzi z ludźmi. Stają się bardziej bezinteresowne i odważne, urzeczywistniając prawdziwe wartości przywództwa i ofiarności. Poprzez pozostawienie ich potrzeby, aby przyćmić innych, Trójki stają się naprawdę nadzwyczajne.


4.5 sx/sp IEI / z uniesień pozostało mi uniesienie brwi, ze wzruszeń - wzruszenie ramion.

Spectrum
Posty: 69
Rejestracja: niedziela, 21 czerwca 2015, 01:25
Enneatyp: Zdobywca

Re: Punkty integracji i dezintegracji 3

#2 Post autor: Spectrum » niedziela, 11 października 2015, 01:07

Po za tymi teoriami, istnieją może jakieś porady jak poradzić sobie przy silnej dezintegracje w stronę 9-tki po pewnych przejściach? :scratch:
3w4

"Jesteśmy tym kogo udajemy, i dlatego musimy uważać, kogo udajemy" ~ Kurt Vonnegut
"Is­tnieje cel, lecz nie ma dro­gi; co na­zywa­my drogą jest ciągłym wahaniem. " ~ Franz Kafka

Awatar użytkownika
chokureika
Moderator
Posty: 604
Rejestracja: niedziela, 11 listopada 2007, 23:25
Enneatyp: Indywidualista

Re: Punkty integracji i dezintegracji 3

#3 Post autor: chokureika » niedziela, 11 października 2015, 08:57

4.5 sx/sp IEI / z uniesień pozostało mi uniesienie brwi, ze wzruszeń - wzruszenie ramion.

Awatar użytkownika
Aleksandrowa
Moderator
Moderator
Posty: 1451
Rejestracja: poniedziałek, 11 maja 2009, 20:01
Enneatyp: Zdobywca

Re: Punkty integracji i dezintegracji 3

#4 Post autor: Aleksandrowa » wtorek, 16 lutego 2016, 21:38

chokureika pisze:
Bezpieczeństwo (3 wędrujące do przeciętnej 6)
Trójki dokładają wszelkich starań, aby być dyplomatycznymi i dobrze wychowanymi. Nie chcą mówić rzeczy, które mogłyby odpychać ludzi, jeżeli nie są do tego zmuszone.

Bardzo ciekawe jest to zdanie. Mam pewną sytuację w swoich kręgach, jest ktoś, kto bardzo mnie irytuje, ale ze względu na naszą przeszłość (bardzo dobre relacje), jeszcze się wstrzymuje i jestem bardzo dyplomatyczna. Wszystko z tą osobą załatwiam w białych rękawiczkach. I myślę, że naprawdę ktoś musi mnie bardzo zdenerować, żebym mu wygarnęła, mimo że na ogół jestem bardzo bezpośrednim człowiekiem. Ciężko w relacjach wychodzi mi bezpośrednie wyrażanie irytacji, która mogłaby kogoś zranić :scratch:
Did you see SEE se?

Trójkowdwójkę

Człowiek rzadko myli się dwa razy – na ogół TRZY lub więcej.

John Perry Barlow

Awatar użytkownika
mandragor
Posty: 25
Rejestracja: wtorek, 17 listopada 2015, 17:13
Enneatyp: Zdobywca

Re: Punkty integracji i dezintegracji 3

#5 Post autor: mandragor » środa, 7 września 2016, 02:14

Ostatnio coraz częściej pasuje do mnie opis 9, nie wiem czy się martwić, czy pomyśleć o tym poważnie.

Za pierwszym razem wyszło mi 6w5, jak robiłem pierwszy raz, ale strach to raczej nie ja, a przynajmniej paranoi.

Przyznam, że mam problem też z wyrażaniem irytacji względem pewnych(bliższych osób). Dla zwykłego świętego spokoju. W sumie czuję ciągłą presję oczekiwań innych, ciężko mi ustalić czego chcę, a czasem kim jestem. Nawet nie wiem, czy to takie trójkowe. Jestem(jeśli już) trójką po przejściach. Znowu powstałem, mam tendencję do rzucania się w dużą ilość zadań i to sprawia mi olbrzymią przyjemność. Ciężko mi jest coś odpuścić i niestety na poziomie emocjonalnym jestem dnem, z trudem rozpoznaję swoje emocje. Choć jestem raczej wrażliwym człowiekiem i emocje innych łatwiej mi ogarnąć, tudzież potrzeby. Moim najsilniejszym ośrodkiem jest intelekt.

Wracając do tematu, czasem się zastanawiam czy to po prostu dezintegracja w 9, a może jestem 9 i nie potrafię sobie uświadomić, że spełniam cudze oczekiwania, niekoniecznie dla aprobaty, a dlatego, że uważam się za mało ważnego. Ciężki to do zgryzienia. Wiem, że ostatnio presja obowiązków i dotrzymywania celów mnie przerasta i wkładam dużo siły, żeby jakoś to ogarnąć, choć jest lepiej niż kiedyś.

Jakaś 3 ma podobnie? Ktoś coś z tego bełkotu wyłapał? A może jakaś 9?
3w2 - ENFP

Awatar użytkownika
Ninque
Posty: 1285
Rejestracja: niedziela, 15 lipca 2012, 22:20
Lokalizacja: Kraków

Re: Punkty integracji i dezintegracji 3

#6 Post autor: Ninque » środa, 7 września 2016, 08:54

Ja mam podobnie. W sensie identyfikuje sie z problemem braku tozsamosci, niewyrażaniem irytacji (idzie mi z tym coraz lepiej <sukces> xD), moi przyjaciele nie raz slyszeli ode mnie ze jestem zmęczona presją jaką czuje ze strony otoczenia i taką też plynącą z wewnątrz, bo czuje ze powinnam robic rzeczy, dzialac, uczyc sie, wchodzic w interakcje z ludzmi itd itd a jednoczesnie wewnetrznie jedyne co chce to wyjechac w bieszczady zamknac sie w jakiejs chatce, owinąć kocem i patrzec jak krople deszczu spływają po szybie. No ale tez nie wiem czy serio tego chce czy to tylko mysl o ucieczce, bo po prostu nie wiem czego chce (ale pracuje nad tym :>) i nie wiem kim jestem.

Jak bylam troche bardziej ogarnieta w liceum i robilam mnostwo rzeczy i wierzylam ze podbije swiat i takie tam inne, nawet uwazalam sie za 3. Teraz tez mam taką tendencje do zaczynania roznych aktywnosci i ich nie konczenia albo nie kontynuowania (bo nauka nigdy sie nie konczy).

Jesli chodzi o emocje to czesto nie zdaje sobie sprawy z ich istnienia dopoki nie wejdzie juz somatyka, a czaem wiem ze cos czuje ale nie mam pojecia co. Za to wlasnie dobrze radze sobie z emocjami innych i ich wyczuciem i zrozumieniem ale czesto zamiast byc ramieniem do wyplakania sie (ale to nastapilo w czasie bo kiedys bylam) to tworze dystans ( ale tylko w stosunku do tych ludzi o ktorych wiem ze w sumie jestem dla nich obca ale chca wyrzygac na mnie swoje bóle, bo akurat jestem pod reka i nie uciekam). Tworze dystans bo bardzo we mnie wszystko zostaje i chlone to i przezywam a to jest meczące.

Nie wiem czy spelniam cydze oczekiwania dlatego ze uwazam sie za malo wazną, nie wiem czy jest to bezposrednie w ten sposob. Moim zdaniem bardziej spelniam oczekiwania jesli juz je spelniam dla swietego spokoju, zeby nikt na mnie nie krzyczal, zeby nikt nie byl zawiedziony. Jakby ze strachu przed negatywnymi emocjami ktore moga pojawic sie w czlowieku pozniej (jak nie spelnie oczekiwan) w stosunku do mnie. Ale tez czesto sie buntuje i tak troche biernoagresywnie nie spelniam oczekiwan.

Mnie tez takie rzeczy przerastają, nawet odpisywanie znajomym na facebooku czy na smsy, albo oddzwanianie czy nawet odbieranie telefonow mnie przerasta i musze sie do kazdej takiej czynnosci zmuszac.
Wynajduje rozne techniki ktore maja mi pomoc ogarniac rzeczywistosc przed ktora chce sie tylko schowac no i jakos ide do przodu ale jakby zmuszajac sie do kazdego ruchu miesni.
Nie wiem, byc moze jest tak dlatego ze nigdy nie staralam sie ogarniac wszystkiego na powaznie i teraz musze wycwiczyc te czesc osobowosci za to odpowiedzialną, zbudowac jej miesnie czyli sa to moje poczatki na silowni zwanej ogarnianiem zycia xD ale to tylko hipoteza nie jestem do niej jakos bardzo przywiazana bo ma luke zwiazana z interakcjami. Kiedys rzeczywiscie zadzwonienie do urzedu czy lekarza to byla panika i takie: ufff nie odebrał. Ale z interakcjami ze znajomymi nie mialam problemu. .. No nic, nie wiem.. Takie tam xD


Wysłane za pomocą Tapatalk
Jeżeli można było zrobić penicylinę ze spleśniałego chleba, z pewnością da się coś zrobić też z Ciebie.

Reszka
Moderator
Posty: 115
Rejestracja: wtorek, 19 kwietnia 2016, 13:48
Enneatyp: Zdobywca
Lokalizacja: Okolice Poznania

Re: Punkty integracji i dezintegracji 3

#7 Post autor: Reszka » środa, 7 września 2016, 09:47

Połączenie z 9 to chyba jedyne jakie odczuwam ostatnimi czasy xD Oczywiście bardziej na polu działania, ale do rzeczy.
Biorę na siebie dużo obowiązków, ale kończę z nich tylko mały procent. Wynika to po części z tego, że kłóci się u mnie to z tym co "pożyteczne" a tym co "sprawia mi radość". Czasem porzucam pewne zadania, bo sobie myślę, że przecież to mi nic nie da (poza jakąś tam radością), to strata czasu. Nie umiem się już nawet cieszyć z drobnych osiągnięć, tak jakby tylko ogromny sukces pozwoliłby mi odczuć, że żyje.
Przyznam, że mam problem też z wyrażaniem irytacji względem pewnych(bliższych osób). Dla zwykłego świętego spokoju.
Też tak mam, choć wynika to z tego, że po prostu nie chcę mi się kłócić czy wdawać w bezsensowne dyskusje. Gdy jestem doprowadzona do granic wytrzymałości to tylko wtedy dzielę się swoją irytacją, poza tym - wiele spraw potrafię przemilczeć.
niestety na poziomie emocjonalnym jestem dnem, z trudem rozpoznaję swoje emocje. Choć jestem raczej wrażliwym człowiekiem i emocje innych łatwiej mi ogarnąć, tudzież potrzeby. Moim najsilniejszym ośrodkiem jest intelekt.

Jeśli chodzi o moje emocje to również mam z tym problem. Wydaję mi się, że to przez wyłączenie niektórych z nich (tych negatywnych w szczególności) zatraciłam zdolność do rozpoznawania emocji w ogóle. Jeśli chodzi o innych ludzi to tu już mam totalny problem. Rozpoznaję ich emocję (powiedzmy), mogę nawet rozumieć z czego one wynikają, ale nie umiem się wczuć. Mam bardzo słabą empatię, w szczególności do ludzi z mojego otoczenia.
Wracając do tematu, czasem się zastanawiam czy to po prostu dezintegracja w 9, a może jestem 9 i nie potrafię sobie uświadomić, że spełniam cudze oczekiwania, niekoniecznie dla aprobaty, a dlatego, że uważam się za mało ważnego.
Może to wynika z tego, że presję, którą nałożyłeś na siebie, teraz przerzucasz na innych? Nie wiem jak to dokładnie opisać, ale wydaje ci się w pewnym momencie, że to oni oczekują czegoś od ciebie, gdy tak naprawdę to ty tego chcesz i wmawiasz sobie, że to otoczenie tworzy presję. Ile razy złapałam się na tym. Sądziłam, że wszyscy będą mówić tylko o mojej porażce, że ich zawiodłam, bo przecież robiłam to coś dla nich, a tu nikt tego nawet nie odczuł tak jak ja. W rzeczywistość robiłam to dla siebie, nie dla kogoś i dopiero po fakcie zdałam sobie z tego sprawę. Może to być też efektem "niedorastania" do własnych osiągnięć i reputacji. Odczuwasz to tak jakby inni uważali cie za kogoś lepszego niż jesteś w rzeczywistości, a ty musisz w to brnąć, bo oczekiwania itd.
Problem leży też w tym, że jeśli przez długi czas utrzymujesz wysokie tempo, jesteś niezawodny i poprzeczka wisi bardzo wysoko, to przyzwyczajasz wszystkich do tego stanu. Potem panicznie boisz się spaść z piedestału, ale siedzenie tam cały czas też cię w końcu wykańcza.
3w4 sp/soc, LSE

Prawdziwie wielcy ludzie wywołują w nas poczucie, że sami możemy się stać wielcy. ~ Mark Twain

Awatar użytkownika
Zielona
Posty: 600
Rejestracja: środa, 6 lutego 2013, 01:31
Enneatyp: Mediator

Re: Punkty integracji i dezintegracji 3

#8 Post autor: Zielona » środa, 7 września 2016, 10:56

Przyznam, że mam problem też z wyrażaniem irytacji względem pewnych(bliższych osób). Dla zwykłego świętego spokoju. W sumie czuję ciągłą presję oczekiwań innych, ciężko mi ustalić czego chcę, a czasem kim jestem.
…emocje innych łatwiej mi ogarnąć, tudzież potrzeby.
Moim najsilniejszym ośrodkiem jest intelekt.
Jako 9-tce te uczucia dobrze są mi znane.
Blisko mi znana 3 – konkretnie 3w2, PRO 5-6:
- nie ma problemu z wyrażaniem negatywnych emocji , a nawet używa ich, żeby ona miała święty spokój. W sumie 3-jki są dość niestabilne emocjonalnie (3w4 bardziej), 9-tki sprawiają odwrotne wrażenie
- pozornie wie kim jest – sama się kreuje (tak naprawdę nie wie, ale się nad tym nie zastanawia – w zasadzie brak autorefleksji)
- wie czego chce – ma być dobrze jej (każdy tego chce, ale różnica polega na motywacji i metodach)
- presję wywiera sama na siebie, głównie po to, żeby stworzyć odpowiedni wizerunek
- emocje innych ma w nosie, a ich potrzeby spełnia dla własnej korzyści – oczekuje czegoś w zamian
- odcina się od pewnych emocji – głównie wstydu, ponieważ stosuje metody, których wstydzić się powinna np. manipulacja
- w trudnych sytuacjach zachowuje się w dwojaki sposób: jeśli uznaje, ze nie może nic poradzić to w pewnym sensie zamiera jakby oszczędzała energię do czasu aż coś się zmieni i wtedy może przypominać leniwą 9-tkę – np. kanapa, TV, książka lub jeśli uważa, ze może coś zmienić to działa – nie wgłębia się w swoje emocje, po prostu działa
- 9-tka odłączona od emocji i intuicji też „przerzuca się” na intelekt, podobnie do 3
- 9-tki to częściej introwertycy, 3-ki ekstrawertycy – potrzebują widowni dla swojego wizerunku

Być może, napisałam to wszystko do rozważenia, wcześniej byłeś 9-tką na dość wysokim PRO i połączenie z 3 dobrze działało, teraz poziom spadł i pojawiły się silniej cechy 9, natomiast nie tak nisko, żebyś dobrze uwidoczniło się połączenie z 6. Większość życia byłam na poziomie 4, a połączenie z 6 pojawiło się dopiero koło 6 i chyba tylko dlatego, że spadek był nagły.
Ostatnio coraz częściej pasuje do mnie opis 9, nie wiem czy się martwić
Każdy typ na wysokim PRO ma się dobrze i każdy na niskim źle.
"Nic się nie zmienia od na dupie siedzenia." Ranczo

Reszka
Moderator
Posty: 115
Rejestracja: wtorek, 19 kwietnia 2016, 13:48
Enneatyp: Zdobywca
Lokalizacja: Okolice Poznania

Re: Punkty integracji i dezintegracji 3

#9 Post autor: Reszka » środa, 7 września 2016, 12:00

Zielona pisze: - nie ma problemu z wyrażaniem negatywnych emocji , a nawet używa ich, żeby ona miała święty spokój. W sumie 3-jki są dość niestabilne emocjonalnie (3w4 bardziej), 9-tki sprawiają odwrotne wrażenie
No nie wiem...jak okazuję negatywne emocje to też po coś (jeśli jestem w jakiejś grupie). Ogólnie nie lubię pokazywać np. gniewu, bo uznają mnie za jakąś wybuchową albo agresywną; smutku, bo uznają mnie za słabą i rozczulającą się nad sobą, itd. Jak odczuwam prawdziwe emocje to tylko w kryzysowych sytuacjach i to bardziej przed samą sobą. Wtedy dopiero sobie uświadamiam, że mam w sobie coś takiego jak "spontaniczne emocje" i może stąd wynika pewna niestabilność, nie umiejętność radzenia sobie z czymś co pojawiło się znikąd i nie można nad tym tak łatwo zapanować jakby się zdawało.
Zielona pisze:- pozornie wie kim jest – sama się kreuje (tak naprawdę nie wie, ale się nad tym nie zastanawia – w zasadzie brak autorefleksji)
Autokreacja ok, ale raczej wydaję mi się, że brak autorefleksji nie jest koniecznie związane z tym, że jest się Trójką. Znaczy, mogę mówić tylko za siebie, jednak ja pragnę się rozwijać jako człowiek i dlatego refleksja nad sobą wydaję mi się konieczna w takiej sytuacji. Oczywiście może zależeć to od poziomu zdrowia, jak i chęci wprowadzenia zmiany. Mi się po prostu ciężko z moim podejściem do życia funkcjonuje. Trójki na pewno przez sporą ilość obowiązków, mają mało tego czasu na jakieś głębokie analizy swojego wnętrza.
Zielona pisze:- emocje innych ma w nosie, a ich potrzeby spełnia dla własnej korzyści – oczekuje czegoś w zamian
Zgadzam się z tym. Czasem mogę komuś pomóc nie ze względu na moją chęć niesienia pomocy i dobroć, ale dlatego, że a) tak wypada (mój wizerunek) b) opłaca mi się to zrobić( zyski, zyski i jeszcze raz zyski)
Nie mogę jednak powiedzieć, że jestem cały czas wyrachowana, bo dla moich najbliższych zrobię naprawdę wiele.

Rozumiem, że to do rozważenia, jednak nie wszystko da się u kogoś zaobserwować. Tak czy siak mam świadomość, że to tylko Twoje subiektywne zdanie, tak jak i moje :P To czego nie zacytowałam to z tym się w pełni zgadzam.
3w4 sp/soc, LSE

Prawdziwie wielcy ludzie wywołują w nas poczucie, że sami możemy się stać wielcy. ~ Mark Twain

Awatar użytkownika
mandragor
Posty: 25
Rejestracja: wtorek, 17 listopada 2015, 17:13
Enneatyp: Zdobywca

Re: Punkty integracji i dezintegracji 3

#10 Post autor: mandragor » środa, 7 września 2016, 12:20

Ninque pisze: Mnie tez takie rzeczy przerastają, nawet odpisywanie znajomym na facebooku czy na smsy, albo oddzwanianie czy nawet odbieranie telefonow mnie przerasta i musze sie do kazdej takiej czynnosci zmuszac.
Wynajduje rozne techniki ktore maja mi pomoc ogarniac rzeczywistosc przed ktora chce sie tylko schowac no i jakos ide do przodu ale jakby zmuszajac sie do kazdego ruchu miesni.

Wysłane za pomocą Tapatalk
Ogólnie dużo z Twojej wypowiedzi się zgadza, a to mnie rozbroiło, bo mam podobnie, bardzo. Nauczyłem się w życiu, że przełamywanie tej fali jest bardzo dobre, więc jakby nie mam z tym problemu. Ale jak mam mega doła i wpadam w stagnację, to sprawiają mi takie rzeczy trudność. Mam takie dni, że się odcinam i ciężko mi nawet odpisać na fb, kogoś zaczepić po jakąś sprawę, jestem taki nieporadny, chcę żeby wszystko przeminęło. Moje przemęczenie i potem kiedy już wyjdę z tej fazy, zazwyczaj jednodniowej(bo robię krok po kroczku zmuszając się do aktywności), to jakoś leci.

W LO uczyłem się bardzo dobrze, ogarniałem, chciałem ogarniać. A na studiach, pomimo że dostałem się na wymarzony kierunek, straciłem zapał. W sumie przez to, że matura nie poszła tak jak chciałem i, no cóż straciłem totalnie wiarę w swoje możliwości.

Ogólnie kiedy wszystko rośnie chcę uciec, ale wiem, że to mi nie pomoże. Im bardziej coś ignoruję, staram się uciec tym bardziej to mnie przytłacza, więc z czasem nauczyłem się zmuszać na siłę. Rok temu sięgnąłem najniższej formy, gdzie starałem się uczyć, ale byłem przemęczony, nie mogłem spać, żeby się uczyć, ale nauka nie szła.

Z tym piedestałem też coś jest, być tak dobrym, a nawet lepszym. I nie przyznawać się do tego, że ktoś ma Cię gdzieś, albo nawet nie myśli, że jesteś tak dobry, by czemuś podołać - to a propos 3.

Co do kończenia zadań, to różnie z tym bywa, ale raczej nie mam z tym dużego problemu, chociaż jak nie mam ściśle określonego terminu etc. to trudno... No i mam problem z działaniem na zasadzie, co jest ważne, a co nie. Co daje mi radość, a co muszę zrobić. Takie ogólne rozbicie, między wizerunkiem, rzeczywistością i ludźmi, którzy mnie otaczają XD
3w2 - ENFP

Awatar użytkownika
Zielona
Posty: 600
Rejestracja: środa, 6 lutego 2013, 01:31
Enneatyp: Mediator

Re: Punkty integracji i dezintegracji 3

#11 Post autor: Zielona » środa, 7 września 2016, 13:09

Reszka pisze:Rozumiem, że to do rozważenia, jednak nie wszystko da się u kogoś zaobserwować. Tak czy siak mam świadomość, że to tylko Twoje subiektywne zdanie, tak jak i moje.
Pewnie, że do rozważenia. Zwróć uwagę, że opisałam 3-kę na dość niskich poziomach, w zasadzie już toksyczną. Na skrajnościach pewne cechy czy różnice są lepiej widoczne. Nie twierdzę, że wszystkie trójki nie mają emocji czy wszystkim brak autorefleksji, tak się dzieje od pewnego poziomu. I żeby doprecyzować w kwestii okazywania negatywnych emocji jak złość, gniew czy irytacja - ta 3-ka pokazywała je tym, którzy byli z nią związani emocjonalnie, jakoś zależni lub niżej w jej hierarchii - rodzina, kelner itp., natomiast szefowi czy znajomym nie albo bardzo, bardzo rzadko, gdy już były bardzo silne - właśnie kwestia wizerunku. Podobnie było ze smutkiem - w zasadzie nieobserwowalny, no chyba, że na pogrzebie, bo wtedy to już nie wypada nie być smutnym ;)
A tak poza tym, jak już udało mi się ją zrozumieć, to do dziś nie mogę się nadziwić, że ktoś kto ma tyle pozytywów ma aż taką potrzebę kreowania wizerunku.
"Nic się nie zmienia od na dupie siedzenia." Ranczo

Reszka
Moderator
Posty: 115
Rejestracja: wtorek, 19 kwietnia 2016, 13:48
Enneatyp: Zdobywca
Lokalizacja: Okolice Poznania

Re: Punkty integracji i dezintegracji 3

#12 Post autor: Reszka » środa, 7 września 2016, 13:32

mandragor pisze:Co do kończenia zadań, to różnie z tym bywa, ale raczej nie mam z tym dużego problemu, chociaż jak nie mam ściśle określonego terminu etc. to trudno... No i mam problem z działaniem na zasadzie, co jest ważne, a co nie. Co daje mi radość, a co muszę zrobić. Takie ogólne rozbicie, między wizerunkiem, rzeczywistością i ludźmi, którzy mnie otaczają XD
Po części do tego piłam, tylko ja nie kończę zadań, które wiem, że są czysto dla mojej przyjemności. Wtedy sobie chwilkę coś porobię, tak dla rozluźnienia, ale żeby to zakończyć - to już nie bardzo. Troszkę nad tym ubolewam xd
mandragor pisze:W LO uczyłem się bardzo dobrze, ogarniałem, chciałem ogarniać. A na studiach, pomimo że dostałem się na wymarzony kierunek, straciłem zapał. W sumie przez to, że matura nie poszła tak jak chciałem i, no cóż straciłem totalnie wiarę w swoje możliwości.
Znam ten ból, ale u mnie ta względna "porażka" (po prostu oczekiwałam takich wyników, że...no to byłaby przesada xd) unaoczniła mi jak źle ze mną, gdy mi nie wychodzi. To zmusiło mnie do pracy nad swoim podejściem do życia i zamierzam dalej się starać, ale już dla samej siebie, bez wygórowanych oczekiwań i dla podziwu innych (zobaczymy jak to wyjdzie). Po prostu na mnie to zadziałało motywująco, choć z początku byłam naprawdę podłamana.
Zielona pisze:Pewnie, że do rozważenia. Zwróć uwagę, że opisałam 3-kę na dość niskich poziomach, w zasadzie już toksyczną. Na skrajnościach pewne cechy czy różnice są lepiej widoczne. Nie twierdzę, że wszystkie trójki nie mają emocji czy wszystkim brak autorefleksji, tak się dzieje od pewnego poziomu. I żeby doprecyzować w kwestii okazywania negatywnych emocji jak złość, gniew czy irytacja - ta 3-ka pokazywała je tym, którzy byli z nią związani emocjonalnie, jakoś zależni lub niżej w jej hierarchii - rodzina, kelner itp., natomiast szefowi czy znajomym nie albo bardzo, bardzo rzadko, gdy już były bardzo silne - właśnie kwestia wizerunku. Podobnie było ze smutkiem - w zasadzie nieobserwowalny, no chyba, że na pogrzebie, bo wtedy to już nie wypada nie być smutnym ;)
A tak poza tym, jak już udało mi się ją zrozumieć, to do dziś nie mogę się nadziwić, że ktoś kto ma tyle pozytywów ma aż taką potrzebę kreowania wizerunku.
Ja niestety też nie jestem na zbyt wysokim PRO(prawdopodobnie zbliżonym do tej opisywanej przez Ciebie trójki) co strasznie odczuwam i stąd ta moja chęć zmiany. Może z tymi emocjami to też prawda. Jak ktoś jest niżej w hierarchii to po prostu nie boisz się, że ci zaszkodzi w jakiś sposób. A nawet taka trójka musi znaleźć gdzieś ujście dla tych wszystkich emocji, wtedy przydaje się ktoś kto przyjmie na klatę ten wybuch i jest do tego zaufaną osobą.
3w4 sp/soc, LSE

Prawdziwie wielcy ludzie wywołują w nas poczucie, że sami możemy się stać wielcy. ~ Mark Twain

Awatar użytkownika
Ninque
Posty: 1285
Rejestracja: niedziela, 15 lipca 2012, 22:20
Lokalizacja: Kraków

Punkty integracji i dezintegracji 3

#13 Post autor: Ninque » środa, 7 września 2016, 14:00

Trudno jest tak sie wypowiadac bez komputera bo jest zdecydowanie wiecej kwestii do ktorych chcialabym sie odniesc ale przede wszystkim zwrocilo moją uwagę to co napisałscie o 3 która jesli robi cos dla innych to czysto interesownie. Co prawda nie moge powiedziec ze pomaganie innym jest bezinteresowne, no bo sprawia ze czujemy sie lepiej czujemy sie potrzebni pozyteczni itd itd ale te zyski sa czesto malutkie w porowaniu z tym co musimy wlozyc w pomoc (dlatego ja najczesciej nie prosze ludzi o przyslugi chyba ze sa to bardzo bliscy mi ludzie albo musze i nie ma innej opcji).
Ale znany mi trójek w dwójek, ktory jest troche zapatrzonym w siebie narcyzem i bywa bucem ostatnio mnie zadziwia tym ze mozna go o cos poprosic i serio pomaga bez narzekania bez jeczenia jesli moze to pomaga, i nie jest to jedyny taki trojek.
Pomaganie jest dobre wizerunkowo niby tak ale oni wlasnie jakos sie nie kbnosza w tym tylko robia to tak po prostu. Chyba ze to wysoki poziom zdrowia (u wszystkich obstawiam min 4). Ale mam jeszcze jednego znajomego takie bardziej 3w4 (albo cos innego ale najprawdopodobniejsze jest to 3w4 potem moze 4w3 (ten przyklad tego nie pokazuje ale zycie tak) a na koncu 3w2) niezdrowe ktory wszystkim proponowal pomoc, wychodzil sam z ta propozycja. Potem jej nie udzielal a jednoczesnie obgadywal osobe ktorej zaproponowal pomoc bardzo ją oczerniając.

No ale ta pomoc jest caly czas widoczna imo.

Jeszcze jedna niezdrowa trojka ktora znam bardzo lubila pomagac ludziom na studiach ale potem opowiadala wszystkim ile to tego czy tamtego nie zrobila itd bardzo sie pomocą chwalila ale jak pomagala w trakcie pomagania byla serio spoko :)

Ale to offtop.


Wysłane za pomocą Tapatalk
Jeżeli można było zrobić penicylinę ze spleśniałego chleba, z pewnością da się coś zrobić też z Ciebie.

Awatar użytkownika
mandragor
Posty: 25
Rejestracja: wtorek, 17 listopada 2015, 17:13
Enneatyp: Zdobywca

Re: Punkty integracji i dezintegracji 3

#14 Post autor: mandragor » środa, 7 września 2016, 14:07

Reszka pisze:Znam ten ból, ale u mnie ta względna "porażka" (po prostu oczekiwałam takich wyników, że...no to byłaby przesada xd) unaoczniła mi jak źle ze mną, gdy mi nie wychodzi. To zmusiło mnie do pracy nad swoim podejściem do życia i zamierzam dalej się starać, ale już dla samej siebie, bez wygórowanych oczekiwań i dla podziwu innych (zobaczymy jak to wyjdzie). Po prostu na mnie to zadziałało motywująco, choć z początku byłam naprawdę podłamana.
O właśnie to! Mało jest tu aktywnych 3 i ciężko jest z drugą 3 pogadać. Mam przyjaciółkę 3w4, z którą się świetnie dogaduję, bo się w wielu kwestiach rozumiemy. I rozumiem też to z szefem i podwładnym. Jak mam kogoś nad sobą w hierarchii, to jestem potulny niczym najsłodsza owieczka, ale jak ktoś jest pod to różnie z tym bywa. Zdecydowanie mam cechy przywódcze i lubię często dowodzić, choć bardzo, ale to bardzo zwracam uwagę na potrzeby innych i liczę się z nimi, bardzo, bo w sumie chcę być idealnym liderem.

Przyznam, że te takie up&down zmusiły mnie do tej refleksji, do zmiany. Męczy mnie fakt, że na koncie mam całkiem sporo osiągnięć, że mam jakieś tam życie, a ciągle uważam się za śmiecia. To ciągle mało. Bardzo, ale to bardzo podziwiam ludzi, którzy po prostu sobie żyją, robią swoje, nawet małymi kroczkami i są z siebie zadowoleni. Jak, ja bym tego chciał. Po prostu robić swoje i nie zastanawiać się czy marnuję talenty, czy jestem słaby, silny, czy jakikolwiek, a po prostu jestem.

Też na forum jak czytam o 3, to się zastanawiam, ale ja taki nie jestem. Dużo osób uważa mnie za pomocnego, przez skrzydło 2, wręcz gdy jestem w kryzysie, coś tam działam, ale staram się sprawiać innym jak najmniej problemów i angażuję się w innych.
Reszka pisze:Po części do tego piłam, tylko ja nie kończę zadań, które wiem, że są czysto dla mojej przyjemności. Wtedy sobie chwilkę coś porobię, tak dla rozluźnienia, ale żeby to zakończyć - to już nie bardzo. Troszkę nad tym ubolewam xd
Mi się udało to w tym roku, na dziekance(jaki ja byłem szczęśliwy). Miałem dużo czasu, pomimo że posiadałem jeden kierunek(mam dwa, z czego ten pierwszy jest bardzo męczący, choć go kocham i większość tam to same 3, więc...). W każdym razie, miałem od zawalenia czasu dla siebie. Na początku powielałem schemat, działania, upadania. W pewnym momencie po prostu siadłem i pomyślałem. I co? No i się coś we mnie otworzyło. Poczekałem na rozwój wydarzeń, korzystałem z okazji. Zostałem wolontariuszem, grupowym, nauczyłem się pływać, zacząłem chodzić na siłkę(ćwiczę sporo, ale wolałem w domu), w sumie oddałem się pisaniu, innym pasjom i czułem się tak dobrze, czułem się taki spełniony w tym wszystkim. Nawet ludzie zauważyli, że jestem inny, szczęśliwszy.
Zielona pisze:A tak poza tym, jak już udało mi się ją zrozumieć, to do dziś nie mogę się nadziwić, że ktoś kto ma tyle pozytywów ma aż taką potrzebę kreowania wizerunku.
Co do tego, to z moją przyjaciółką 3w4 strasznie nad sobą ubolewamy. To jest tak, że na zewnątrz wyglądamy na pełnych energii, wow i tak dalej. A w środku czujemy się ciągle beznadziejnie. Po części z tego powodu, że nie umiemy być po prostu sobą. Czujemy ciągłą presję unikania porażek, bo jak czemuś ważnemu odpuszczę, czy zmienię swoje życie, co to będzie? Ostatnio oglądałem Jerry'ego Maguire'a i ten film idealnie to pokazuje. Taki człowiek w środku jest cholernie słaby, ciągle potrzebuję czyjejś aprobaty, nie potrafi zrozumieć, że ma talenty, a ludzie są z nim ze względu na niego, a nie na jego osiągnięcia, sukcesy i to jaki wizerunek kreuje. Odpowiedni wizerunek daje miłość i to się liczy, tylko to męczy, bo czujesz się jak więzień w swoim życiu. Masz ochotę tyle powiedzieć, ale większości nie wypada.
3w2 - ENFP

Reszka
Moderator
Posty: 115
Rejestracja: wtorek, 19 kwietnia 2016, 13:48
Enneatyp: Zdobywca
Lokalizacja: Okolice Poznania

Re: Punkty integracji i dezintegracji 3

#15 Post autor: Reszka » środa, 7 września 2016, 14:43

mandragor pisze:O właśnie to! Mało jest tu aktywnych 3 i ciężko jest z drugą 3 pogadać. Mam przyjaciółkę 3w4, z którą się świetnie dogaduję, bo się w wielu kwestiach rozumiemy. I rozumiem też to z szefem i podwładnym. Jak mam kogoś nad sobą w hierarchii, to jestem potulny niczym najsłodsza owieczka, ale jak ktoś jest pod to różnie z tym bywa. Zdecydowanie mam cechy przywódcze i lubię często dowodzić, choć bardzo, ale to bardzo zwracam uwagę na potrzeby innych i liczę się z nimi, bardzo, bo w sumie chcę być idealnym liderem.
Niestety, niewiele tu tych Trójeczek, dlatego tak trudno przyszło mi wytypowanie siebie :d Nie powiem, bardzo lubię być przywódcą, ale się z tym nie obnoszę, takie otwarte "dążenie" do władzy wydaje mi się niskie. Lubię jak ktoś naturalnie wybiera mnie na lidera (z moją subtelną pomocą wprawdzie, ale co tam xd). Wtedy właśnie mam podwójną chęć bycia idealną liderką, bo spotkał mnie ten zaszczyt i jakby uznano mnie za godną bycia nią.
mandragor pisze:Przyznam, że te takie up&down zmusiły mnie do tej refleksji, do zmiany. Męczy mnie fakt, że na koncie mam całkiem sporo osiągnięć, że mam jakieś tam życie, a ciągle uważam się za śmiecia. To ciągle mało. Bardzo, ale to bardzo podziwiam ludzi, którzy po prostu sobie żyją, robią swoje, nawet małymi kroczkami i są z siebie zadowoleni. Jak, ja bym tego chciał. Po prostu robić swoje i nie zastanawiać się czy marnuję talenty, czy jestem słaby, silny, czy jakikolwiek, a po prostu jestem.
Dokładnie! Cały czas mam wrażenie, że nieważne ile bym osiągnęła to zawsze będzie dla mnie za mało. Gdy nachodzą mnie chwile refleksji, wtedy dostrzegam jakie to wyniszczające podejście, bo ono zakłada niekończące się bieganie za nagrodami. Niestety porzuciłam niektóre z moich pasji sądząc, że są w życiu nieprzydatne i zwyczajnie nie dają mi takiego prestiżu jaki bym oczekiwała. Potem mam to poczucie zaprzepaszczenia czegoś, ale w zbyt wielu dziedzinach chciałabym zabłysnąć i łapię "wszystkie sroki za ogon". Żałuję, że nie umiem zwyczajnie cieszyć się życiem.
mandragor pisze:Mi się udało to w tym roku, na dziekance(jaki ja byłem szczęśliwy). Miałem dużo czasu, pomimo że posiadałem jeden kierunek(mam dwa, z czego ten pierwszy jest bardzo męczący, choć go kocham i większość tam to same 3, więc...). W każdym razie, miałem od zawalenia czasu dla siebie. Na początku powielałem schemat, działania, upadania. W pewnym momencie po prostu siadłem i pomyślałem. I co? No i się coś we mnie otworzyło. Poczekałem na rozwój wydarzeń, korzystałem z okazji. Zostałem wolontariuszem, grupowym, nauczyłem się pływać, zacząłem chodzić na siłkę(ćwiczę sporo, ale wolałem w domu), w sumie oddałem się pisaniu, innym pasjom i czułem się tak dobrze, czułem się taki spełniony w tym wszystkim. Nawet ludzie zauważyli, że jestem inny, szczęśliwszy.
Ja pamiętam taki okres w moim życiu, gdy oddałam się trenowaniu, także sporo pisałam i rysowałam. Wspominam to jako dobre czasy, kiedy sukcesy były dla mnie jedynie dodatkiem, a nie celem samym w sobie. Teraz - jako plan naprawczy- zdecydowałam się wrócić do takiego podejścia.
mandragor pisze:Co do tego, to z moją przyjaciółką 3w4 strasznie nad sobą ubolewamy. To jest tak, że na zewnątrz wyglądamy na pełnych energii, wow i tak dalej. A w środku czujemy się ciągle beznadziejnie. Po części z tego powodu, że nie umiemy być po prostu sobą. Czujemy ciągłą presję unikania porażek, bo jak czemuś ważnemu odpuszczę, czy zmienię swoje życie, co to będzie? Ostatnio oglądałem Jerry'ego Maguire'a i ten film idealnie to pokazuje. Taki człowiek w środku jest cholernie słaby, ciągle potrzebuję czyjejś aprobaty, nie potrafi zrozumieć, że ma talenty, a ludzie są z nim ze względu na niego, a nie na jego osiągnięcia, sukcesy i to jaki wizerunek kreuje. Odpowiedni wizerunek daje miłość i to się liczy, tylko to męczy, bo czujesz się jak więzień w swoim życiu. Masz ochotę tyle powiedzieć, ale większości nie wypada.
Jakby wyjęte z moich ust. Moi znajomi, a nawet przyjaciele, nigdy nie podejrzewaliby, jak bardzo czasem jestem niepewna swoich umiejętności i jakie mam doły, gdy mi coś nie wyjdzie. Ciągłe udawanie uśmiechniętej, "idealnej" osoby, bez zmartwień, tak mnie męczy, że zdarza mi się ograniczać kontakt z ludźmi na dzień lub dwa, bo nie umiem tego psychicznie wytrzymać. Poza tym mam wmawiam sobie, że ludzie się ze mną zadają właśnie przez te talenty czy inne zalety, gdy w rzeczywistości wcale tak nie jest. To mi się tylko tak wydaję, lecz zmienić swoje myślenie jest bardzo trudno :/
3w4 sp/soc, LSE

Prawdziwie wielcy ludzie wywołują w nas poczucie, że sami możemy się stać wielcy. ~ Mark Twain

ODPOWIEDZ