Płacz Czwórki

Dyskusje na temat typu 4
Wiadomość
Autor
Awatar użytkownika
aliszien
VIP
VIP
Posty: 1459
Rejestracja: środa, 15 listopada 2006, 14:07
Lokalizacja: Warszawy

Płacz Czwórki

#1 Post autor: aliszien » wtorek, 17 lipca 2007, 15:50

Zainspirowane tematem u ósemek.
Teoretycznie czwórki powinny być królami płaczu i mazgajstwa :wink:
Jak to jest?

Ja w dzieciństwie wybuchałam płaczem z byle powodu, czasem bez powodu. Irytowało to moją matkę i ciągle słyszałam "po co tyle płaczesz, wszystkie łzy wypłaczesz, kiedyś będziesz ich na prawdę potrzebować"(co najlepsze, matka sama potem miała długie lata nerwicy i płaczu). Nauczyłam się jednego - płacze się w samotności. Do dziś nie potrafię płakać przy kimś, zamykam się w osobnym pokoju, uciekam z towarzystwa.
Potrafiła też zdusić w sobie płacz, planując, że popłaczę sobie potem, wieczorem, kiedyś tam. Skończyło się nerwicami.
Płacz dla mnie to wywalenie emocji, oczyszczenie się. Potem jestem spokojniejsza i roześmiana. Ale to też oznaka słabości, nagości. Może to efekt lat indoktrynacji, że "się nie płacze".

Kiedy miałam depresję plakałam często - nawet na filmach, reklamach (ale wstyd). Teraz zdarza się raz na 2-3 miesiące. Najczęściej po "awanturze konkubenckiej" :twisted: , kiedy to mój facet się powydziera na mnie i potem jest barankiem pokoju, a ja wtedy zamykam się w drugim pokoju i płaczę. I potem ja też jestem barankiem pokoju.


4w5, INFj, sp/sx

Awatar użytkownika
Gabriel
Posty: 780
Rejestracja: niedziela, 3 grudnia 2006, 11:11

#2 Post autor: Gabriel » wtorek, 17 lipca 2007, 16:34

Ciekawy temat :)
W dzieciństwie płakałem dużo i zawsze kiedy emo manipulacja była przydatna (starszej siostrze się obrywało :) ). Później tak koło 5-6 klasy podstawówki - basta. Postanowienie, że już nie płaczę. I nie płakałem. Dłuugo. Dopiero w pierwszej liceum, kiedy lepiej poznałem siebie, uznałem, że płacz to nic złego, a nawet zdrowe to. Teraz płaczę ze wzruszenia chyba tylko. Na jakichś filmach, czy jak słucham pięknej muzyki. Taki ostatni, "prawdziwy" płacz to był przy śmierci dziadka.
Po przebytej przeszłości została mi umiejętność wstrzymania płaczu i ewentualnego późniejszego odreagowania.
ewutek pisze:Uśmiechnięty chłopiec o dziewczęcych rysach.
Nie ma już dla mnie nadziei. :lol:
4w3 sp lub sx / so ENFJ

Awatar użytkownika
aliszien
VIP
VIP
Posty: 1459
Rejestracja: środa, 15 listopada 2006, 14:07
Lokalizacja: Warszawy

#3 Post autor: aliszien » wtorek, 17 lipca 2007, 17:34

Gabriel pisze:Ciekawy temat :)
W dzieciństwie płakałem dużo i zawsze kiedy emo manipulacja była przydatna (starszej siostrze się obrywało :) ).
O tak :wink:
Tylko, że u mnie obrywał młodszy o dwa lata brat.
4w5, INFj, sp/sx

ktośtam
VIP
VIP
Posty: 973
Rejestracja: poniedziałek, 25 grudnia 2006, 19:25

#4 Post autor: ktośtam » wtorek, 17 lipca 2007, 18:08

Ja płakałem ostatnio w gimnazjum. Wtedy powiedziałem sobie, że już nigdy nie będę płakać - do tej pory mi się udawało. Ale nie wykluczam, ze kiedyś może mi się zdarzyć, wszakże wielu rzeczy to ja nie widziałem...

Awatar użytkownika
Madź
Posty: 97
Rejestracja: sobota, 16 grudnia 2006, 21:36
Lokalizacja: Dziki Zachód ;]

#5 Post autor: Madź » wtorek, 17 lipca 2007, 18:20

W dzieciństwie płakałam chyba dość rzadko, a jeśli już, musiałam mieć dość duży ku temu powód lub gdy czegoś się bałam - strach zawsze odreagowywałam głośnymi wybuchami płaczu.
W podstawówce, kiedy nie radziłam sobie z jakimś tam problemem, zdarzało się, że popłakiwałam, ale głównie po kątach, kiedy nikt nie widział. I tak właściwie zostało, teraz zdarza mi się jednak dość często jak na mnie. Ale nie uważam tego za coś złego, jak wcześniej wspomniano jest to jakiś rodzaj oczyszczenia, kiedy tak wieczorem, leżąc już w łóżku wypłaczę wszelkie smutki w poduszkę :) Może i jest to złudzenie, ale jakoś mi wtedy lżej. O ile nikt tego nie widzi, bo jeśli zdarzy mi się rozpłakać przy kimś, nie czuję się potem zbytnio komfortowo, a i ulgi to żadnej nie przynosi. Raz jeden w życiu rozryczałam się przy przyjaciółce, potem dwa tygodnie to sobie wyrzucałam :D Nie znoszę kiedy ktoś jest świadkiem moich skrajnych emocji. Zresztą, nawet wszelkie filmy typu wyciskacze łez uwielbiam oglądać tylko i wyłącznie sama, w towarzystwie te wzruszenie najczęściej mimowolnie hamuje :)
4w5

"Świat to potwór zębaty, gotów gryźć, gdy tylko zechce"

Awatar użytkownika
Nif
Posty: 372
Rejestracja: wtorek, 19 grudnia 2006, 09:34
Lokalizacja: z Krainy Mgieł
Kontakt:

#6 Post autor: Nif » wtorek, 17 lipca 2007, 20:28

A ja zawsze byłam straszna beksa. Panie w przedszkolu i w szkole zawsze na mnie krzyczały, że tak płaczę i kazały innym dzieciom się ze mnie śmiać.

Nadal bardzo dużo płaczę. Potrafiłam rozpłakać się, gdy matura nie poszła tak, jak chciałam, albo gdy nie dostałam się na wymarzone studia (ale to już w domu, w samotności).

Był taki krótki okres, że w ogóle nie płakałam, nawet sama. A teraz znów płaczę bardzo często. Płaczę gdy czuję się skrzywdzona, odrzucona, osamotniona, albo gdy nie wiem, co robić. Przeważnie płakałam przez faceta. Ostatnio zdarza mi się płakać ze strachu. Płaczę też ze wzruszenia przy filmach, książkach, komiksach albo gdy słyszę piękną muzykę lub oglądam obraz.

Nigdy nie płakałam ze szczęścia.

Staram się, by ludzie nie widzieli mojego płaczu. Dlatego zazwyczaj płaczę w łazience. Ale były dni, gdy było mi już zupełnie wszystko jedno. Potrafiłam rozpłakać się na wykładzie, gdy na sali było 300 osób. Potrafiłam rozpłakać się na seminarium i nie umiałam powstrzymać spływających łez. Beznadzieja.
Emo i dumna z tego
4w3 , ENFP

Awatar użytkownika
Martinez
Posty: 112
Rejestracja: poniedziałek, 23 kwietnia 2007, 10:05

#7 Post autor: Martinez » wtorek, 17 lipca 2007, 20:44

Ja miałem bardzo długi okres kiedy zupełnie nie potrafiłem uronić ani jednej łzy. Nawet jeżeli bardzo tego chciałem. Nie potrafiłem. Powoli nawet zacząłem się zastanawiać czy to normalne, czy nie jestem jakąś znieczulicą, bezdusznym typem człowieka obojętnym na wszystko wokół.

Okazało się, że jednak nie jestem. Bardzo niedawno, można powiedzieć "na dniach", płakałem bardzo intensywnie. Czasami czuję, jakby te łzy nadal były w kącikach moich oczu.

W takim razie wynika, że płaczę kiedy przeżywam bardzo głębokie emocje. Na szczęście nie tylko ze smutku, ale także z radości. No i oczywiście łzy są wynikiem podziwu - jak piszecie wcześniej: wspaniała muzyka, filmy, obrazy.
"Nikt nie śpiewa tak czysto jak ci, którzy są w najgłębszym piekle. Ich krzyk jest tym, co uważamy za śpiew aniołów"

4w5

Awatar użytkownika
Zielony smok
VIP
VIP
Posty: 1854
Rejestracja: czwartek, 14 grudnia 2006, 19:17
Enneatyp: Mediator
Lokalizacja: następna stacja...

#8 Post autor: Zielony smok » wtorek, 17 lipca 2007, 20:50

Podobną beznadzieją jest zanik płaczu i rozklejania się. Od 16 wiosny nie uroniłem łzy, co wszelako nie stawia mnie w rzędzie herosów X muzy ani czyni bohaterem ponad mazgajami. Po prostu ten smok tak ma.
I tak żle i tak niedobrze.
Sorry za dziewiątkowy offtop.
9w8 ENFP
Nie dyskutuj z idiotą, bo sprowadzi cię do swojego poziomu i wygra przewagą doświadczenia.
Ps. ( Jestem na dłuuuugim urlopie - nie odpisuję na PW, sorry )

Awatar użytkownika
metje
Posty: 253
Rejestracja: niedziela, 17 czerwca 2007, 22:40
Lokalizacja: Londyn

#9 Post autor: metje » wtorek, 17 lipca 2007, 21:12

Ja jako dziecko mało płakałam, przy mojej siostrze to byłam chodzącą radością.
Gabriel pisze: płakałem dużo i zawsze kiedy emo manipulacja była przydatna (starszej siostrze się obrywało :)

:lol: u mnie to samo, potrafiłam uderzyć siostrę gdy nie chciała dać mi np zabawki a potem płakałam udając, że to mi się dostało. Od dziecka taka ze mnie manipulantka :)

Okres 14-16 cały przepłakany. I nie chciałabym nawet myślami wracać do tego czasu...

Czasami popłacze będąc w gniewie, oczywiście jak nikt nie widzi, bardzo często na filmach. Ostatnio pobiłam własny rekord, przepłakałam cały film, od początku do końca z chusteczką. Wzruszają mnie piękne widoki, często akcje społeczne, teatr, muzyka.
No i ten PMS, wtedy bywam nieobliczalna, płacze bo np nie mogę czegoś znaleźć, komp się zawiesi, zupa wyjdzie za słona, coś, czego potrzebuję nie jest w zasięgu mojej ręki, itd... :)

Aha, i jeszcze się wzruszam kiedy biorę udział w jakimś fajnym przedsięwzięciu, kiedy wszyscy pracujemy pełną parą aby później pokazać efekt naszej pracy.

I zawsze kiedy wyjeżdżam. To już jutro :cry: [/b]
4w5 INFP + 4w5

Awatar użytkownika
Sake
Posty: 94
Rejestracja: czwartek, 19 kwietnia 2007, 16:02
Lokalizacja: Przemyśl/Kraków

#10 Post autor: Sake » wtorek, 17 lipca 2007, 21:30

W dzieciństwie generalnie nie płakałam dużo, nie licząc krótkich okresów na początku przedszkola - sama niewiem czemu płakałam, głupie to było :D, potem wyjazd na pierwsza kolonie w wieku 7 lat - tam miałam powody, bo stwierdziłam, że nikt mnie nie lubi, no i sytuacje takie w jakich dzieci zwykle płacza - uderzy się w coś, dostanie klapsa ;)
Liceum było troche przepłakane - facet, problemy z samą sobą, potem matura, nie dostałam się na wymarzone studia i zmarł mi dziadek. Od tamtej pory płaczę tylko jeśli coś mnie wzruszy, zdenerwuje, zestresuje lub gdy wpadnę w głęboką wściekłość...
...albo uśmieje się do łez - co też się zdarza :)


tak szczerze to chętnie bym sobie czasem popłakała, ale coś mnie blokuje :/
4w3
"To co nazywamy normalnością to tylko krąg światła wokół ogniska..."

Morgiana
Posty: 107
Rejestracja: piątek, 18 maja 2007, 18:29
Lokalizacja: Odludzie.

#11 Post autor: Morgiana » środa, 18 lipca 2007, 00:41

Mniej więcej do 13-14 roku życia wystarczył jeden nieprzyjemny komentarz na mój temat, żebym się rozpłakała. Później nauczyłam się panować nad emocjami, nie pokazywać słabości...

A teraz płaczę tylko, gdy nikt nie widzi. Gdy jestem sama w swoim pokoju i nie muszę już nikogo udawać. Już nie pamiętam jak wygląda nieprzepłakana noc.

Okropnie wzrusza mnie muzyka, poezja, książki, filmy... wszystko mnie wzrusza.
cztery? cztery.

Awatar użytkownika
Noelle
Posty: 20
Rejestracja: piątek, 2 lutego 2007, 17:17

#12 Post autor: Noelle » środa, 18 lipca 2007, 10:56

Płaczę przynajmniej dwa razy w tygodniu. Ostatnio stalo się to u mnie jak nałóg..do tego stopnia że nauczyłam się płakać na zawołanie. A tak wogóle u mnie płacz wywołuje chociaż jeden najmniejszy problem.

Awatar użytkownika
ib.idem
Posty: 54
Rejestracja: poniedziałek, 4 czerwca 2007, 14:53

#13 Post autor: ib.idem » środa, 18 lipca 2007, 11:31

Ja bylem straszna beksa w swoim czasie, w reakcji na nieprzyjemne zdarzenia i nadmiar wymagan stawianych przede mna.
Potem przestalem, postanowilem nie okazywac slabosci w ten sposob. Przyszlo zadziwiajaco latwo, ale zablokowalo tez w jakis sposob okazywanie emocji w moim wypadku. W LO zaczalem nad tym pracowac, i praktycznie pozbylem sie problemu - choc moglbym byc odrobine bardziej otwarty, mowic wiecej milych rzeczy ludziom... i tak nie jest zle.

Placz jest dobry, dopoki oczyszcza dusze i pomaga pozbyc sie negatywnych emocji. Jednakze, jesli ktos go wykorzystuje do manipulacji innymi, wpedzania w poczucie winy i osiagania swoich celow, jest bucem :). Tak nie mozna, sorry jesli kogos urazilem.
4w7? Na pewno ENFJ.

Awatar użytkownika
Emka
Posty: 185
Rejestracja: poniedziałek, 12 lutego 2007, 17:19
Lokalizacja: Polska

#14 Post autor: Emka » środa, 18 lipca 2007, 22:08

dzieciństwo miałam uroczo nieskomplikowane...nie pamiętam abym miała szczególne powody do płaczu :P ogólnie-zawsze radziłam sobie z problemem łez. to znaczy, tłumiłam je w sobie...Dopiero w wieku 11-15 zrobiłam się bardzo wrażliwa na wszystko; ciągle wynajdywałam sobie powody do zmartwień; " nikt mnie nie lubi, nikt mnie nie kocha, jestem brzydka i chcę umrzeć." < Bach i "Buu" w poduszkę >
Od dwóch lat moje podejście do zycia zmienilo się na tyle, że płacze prawie tylko wtedy, kiedy się czymś zdenerwuję lub jestem bezsilna. Rzadko.
Aha, i ostatnio podczas pewnej sytuacji odkryłam w sobie talent. potrafię z powodzeniem produkować łzy.
4w5

impos animi
VIP
VIP
Posty: 2251
Rejestracja: sobota, 24 marca 2007, 17:09
Lokalizacja: z nikąd

#15 Post autor: impos animi » środa, 18 lipca 2007, 23:37

Przez długi czas miałam okres, kiedy nie płakałam prawie wcale, nawet na pogrzebach musiałam się zmuszać. A jak już płakałam to zawsze w samotności, nigdy przy ludziach. Raz pamiętam jak w wieku ok 10 lat zaliczyłam porządną glebę, gdzie podzirawiłam sobie oba kolana i obie dłonie, jednak całą drogę, kiedy koleżanki odprowadzały mnie do domu nie uroniłam ani jednej łzy, za to jak tylko sobie poszły, zaczęłam dosłownie wyć z bólu.
W zasadzie powstrzymywanie płaczu przy ludziach zostało mi do dzisiaj, jednak zrobiłam się tak bardzo płaczliwa, że czasem nie jestem w stanie i strasznie mnie to wkurza. Kiedyś nie płacząc prawie nigdy, obecnie płaczę conajmniej raz na tydzień z bardzo różnych powodów.

Widzę, że wiele osób opisuje, że kiedyś miało problem ze swoją płaczliwością, natomiast obecnie nauczyło się nad tym panować. Ze mną niestety jest zupełnie na odwrót. Z nie do końca wiadomych dla mnie przyczyn utraciłam tą umiejętność w pewnym sensie.
Czy zdanie okrągłe wypowiesz,
czy księgę mądrą napiszesz,
będziesz zawsze mieć w głowie
tę samą pustkę i ciszę.

ODPOWIEDZ